Świąteczne ozdoby z jedzenia
Zbliżają sie święta, większość katolików będzie przyozdabiać koszyczki i święcić czekoladowe zajace(jakby one miały cokolwiek do Świąt wielkiej nocy).
Jako, że wśród katolickiej rodziny znalazła sie buddystka(patrz:ja) to rodzina,aby nie angażować mnie w sprawy związane z obrządkiem religijnym postawiła mi za zadanie udekorować świąteczny stół. Zjedzie się rodzinka w pełnym składzie i muszę jakos finezyjnie udekorować stół na świąteczne śniadanie.

I teraz pytanie do was, jak dekorujecie stoły? Bo ja narazie potrafie zrobić jedynie myszkę z jajka,przypraw i szczypiorku.

Zaznaczam, że głównie chodzi mi dekoracje z jedzenia.
Czekam na instrukcje.

     

  Jak się przygotowujecie do świąt?
A ja zawsze myślę o świętach dwa miesiące wcześniej. Muszę obliczyc mniej więcej ile pieniędzy na prezenty wydam. Ja dekoruję świąteczny stół i sama też wybieram ozdoby, ale rodzice przeważnie płacą ;). Zawsze pieczemy z bratem ciastka, a potem je dekorujemy różnymi kolorowymi pisakami. Najbardziej z tego całego szumu podoba mi się gonitwa za prezentami po centrach handlowych, a później pakowanie ich.

  1
Ja uwielbiałam Boże Narodzenie, gdy byłam dzieckiem. Z wielkim zapałem, sprzątałam wtedy swój pokój, przy dźwiękach kolęd. Ubierałam choinkę, dekorowałam pokoje różnymi świątecznymi ozdobami. Niestety z czasem, zaczęłam zauważać bardzo smutne rzeczy związane z Bożym Narodzeniem. Zaczęły męczyć mnie dyskusje, który pijany dziadek co roku rozpoczynał przy stole, te same tematy, te same powody do kłótni. Smutek na twarzy mojej mamy z powodu dziadka i wiele innych...

Kiedy byłam młodsza, w święta pojawiały się w domu rzeczy, które nie były dostępne w zwykły dzień. Pomarańcze, szynka i wiele innych... to nadawało świętom jakiegoś takiego specyficznego klimatu. Odkąd w sklepach wszystko można kupić, Boże Narodzenie nie jest już niczym niezwykłym - za wyjątkiem tej duchowej części. Na stole jest to wszystko, co jemy każdego dnia, z nielicznymi wyjątkami oczywiście...

Powoli jednak odzyskuję wiarę w to, że święta mogą być magiczne. Szkoda tylko, że jeszcze nie miałam okazji spędzić ich z Mężem - mam nadzieję, że w tym roku się uda. Coraz częściej zaczynam postrzegać je jako wyjątkowe.

Staram się tylko nie poddać tej świątecznej fali obłudy. Gdy skłócone rodziny nagle strasznie się kochają siadając przy stole, składają sobie piękne życzenia, by chwilę po świętach znów walczyć ze sobą na noże...

Szkoda mi Kevina, który od wielu lat, non stop samotnie spędza święta w domu lub Nowym Jorku - ten to musi być nieszczęśliwy. Żal mi tych wszystkich, którzy oczekują wówczas na super nowości w telewizji, podczas gdy producenci fundują nam powtórkę z rozrywki...

  Kawiarenka 75
Nenya chyba żartujesz Ty nasze Guru chcesz zrezygnować ...
trudno by było sobie wyobrazic kogos innego ale jeśli tak sie stanie zaakceptuję następcę....narazie życzę Ci nastrajania swiatecznego..to miła odmiana w szarej codzienności tak niewiele w zyciu cieszy a Boże Narodzenie to radosne swieto..
w tym przedświatecznym amoku nie podoba mi sie tak wczesne dekorowanie sklepów traci swój urok gdy przychodzi czas dwiazdki gdy zapalamy lapmki pala sie swiece cicho gra kolęda a my siedzimy przy wigilijnym stole tak ciepło i przyjemnie powinno być w tym dniu... komercja świat wypatrza ich własciwy sens..

     

  WESOŁYCH ŚWIĄT
Postanowiłam odświeżyć wątek i podzielić się czymś ciekawym, na co przed chwilką trafiłam w sieci, a co być może komuś się przyda podczas dekorowania świątecznego stołu. Mnie ten pomysł przypadł bardzo do gustu



A tu sposób wykonania:





  Dziś
Moje pierwsze 2 dni swiat? - masakra. Myslalam, ze spedzimy sobie je fajnie, z chlopakiem. A jednak, chociaz oboje staralismy sie, to kazde na wlasna modle i wyobrazenie. Moj humor tez...wiele pozostawial do zyczenia, wiec jesli tylko byla okazja nie omieszkalam wytknac okropnych swiatecznych bledow mojemu partnerowi, czym...pogarszalam sytuacje
Dopiero drugi dzien swiat....wczesniej, wieczorem doszlismy do wniosku, ze te swieta sa cos nieteges i trzeba uratowac chociaz ten jeden dzien! Wiec....postarlismy sie i wczoraj bylo tak jak powinno. Nie wiem z czego to wynikalo. Chyba z tego, ze kazde z nas mialo inne wyobrazenie.
Ja chcialam stworzyc atmosfere i poczucie, ze wszytsko jest na swoim miejscu. On chcial sie postarac o dekoracje itd. ale nie widzial nic zlego, w zrobieniu tego w ostatni dzien. I to co mnie doprowadzilo do pasji pierwszego dnia?? Czekanie z kolacja na stole kolejne 2 godziny az dekorowanie pokoju sie zisci :/ ojjjj, to byly okropne piewrsze 2 dni. Prawie pzreplakane ze zlosci.

Za rok postramy sie ladniej:)

Dobrze, ze teraz jest lepiej. Zycze Wam samych lepszych dni:)

  Jak zrobić świecę
Świece są przedmiotami bardzo dekoracyjnymi. Milo zapalić je podczas świątecznego niedzielnego posiłku lub kameralnej kolacji. Często jednak zanim jeszcze zanim wypalą się nam do cna odkładamy je na bok, a po jakimś czasie zaczyna się nam zbierać cała sterta takich 'niedopałków'. Nie wyglądają już one ładnie i nie bardzo mamy ochotę dekorować nimi stół. Proponuję nie wyrzucać tych resztek ze świec, tylko w prosty sposób przerobić je na nowe.

Żeby zrobić świeczkę z resztek wosku potrzebne Ci są:

# wosk z niedopalonej świecy
# świeczka tea light
# foremka np. do pieczenia małych babeczek
# nieco barwnika

Tea ligth'a wyjmujemy z metalowej osłonki i wkładamy na środek foremki do babeczek, którą wcześniej nasmarowaliśmy jakimś tłuszczem. Pokruszony wosk podgrzewamy powoli w łaźni wodnej a gdy się rozpuści, dodajemy barwnika (ja użyłam kurkumy), mieszamy ostrożnie i gorące wylewamy do foremki z tea light'em i odstawiamy żeby wosk zastygł. Gdy wystygnie łyżką stukamy delikatnie w dno foremki i 'wystukujemy' z niej nową ładną świeczkę.

Oczywiście zamiast foremki do babeczek możesz użyć pojemniczków i foremek w innych kształtach oraz poeksperymentować nieco z barwnikami.



zrodlo: http://www.kuradomowa.com/

  Wielkanoc :)
Jeszcze duuużo czasu
W piątek i sobotę na pewno z mamą będziemy w kuchni siedzieć. Pieczemy sernik, robimy babkę gotowaną, mama robi coś o nazwie pascha.

Jeśli chodzi o stół świąteczny, to polecam Wam kombinowanie i inwencję. Chyba w zeszłym roku pobawiłam się w dekorowanie i połączyłam jajka, szynkę i szczypior, wyszło tak:


  Świeta Bożego Narodzeni i inne z całego swiata - tradycje
Boże Narodzenie we Francji

Boże Narodzenie to dla większości Francuzów najważniejsze święta rodzinne w roku. Rodziny gromadzą się wokół wspólnego stołu (przy wspólnym stole zasiada nierzadko nawet ok. 30 osób!), aby zamanifestować jedność i potwierdzić najważniejszą rolę dzieci w rodzinie.

Już na wiele dni przed Bożym Narodzeniem na ulicach Francji odczuwa się świąteczny nastrój. Dekoruje się dosłownie wszystko - urzędy, sklepy, kościoły, na ulicach stawia się ogromne choinki, wiesza się świąteczne lampiony.
Dzieci - podobnie jak w Polsce - piszą listy do świętego Mikołaja (Père Noël). Ten w nocy z 24 na 25 przeciska się przez komin i doręcza zamówione podarki wkładając je do buta lub pod choinkę.

Świąteczny posiłek najczęściej organizowany jest najczęściej przez dziadków, którzy pragną zgromadzić przy sobie całą rodzinę. Do tradycyjnych świątecznych potraw na francuskim stole należą:
ostrygi i owoce morza
pasztet z otłuszczonych gęsich wątróbek
indyk z kasztanami (podobnie obchodzi się święta w Anglii)
rolada (tradycyjne świąteczne francuskie ciasto)

We Francji zwyczaj śpiewania kolęd czy chodzenia na Pasterkę prawie całkowicie zanikł.

  Świeta Bożego Narodzeni i inne z całego swiata - tradycje
Dawne dekoracje swiateczne

W XIX wieku z okazji swiat Bozego Narodzenia w szczegolny sposob dekorowano izby.Ozdoby w ksztalcie jablek , kolysek , gwiazd i kolek , wyklejane z kolorowego lub bialego oplatka , zawieszano m.in. nad stolem wigilijnym.Dopiero w XX wieku przyjol sie zwyczaj , by te ozdoby wieszac na choinkach.Drzewka ozdabiano takze jablkami, orzechami i piernikami . Dodatkowo pod sufitami wieszano dekoracje w kasztalcie pajakow , a za obrazy wtykano zielone galazki swierku i sosny .
W kacie izby ustawiano snop siana z ktorego klosow pozniej przepowiadano sobie o urodzajach i pomyslnosci w nowym roku.

  weihnachten in deutschland-krótki tekst
an den Tisch


Nie Auf dem Tisch. Bo raz to powierzchnia pozioma, dwa dativ

OK, może coś takiego:
In Deutschland man feiert Weinachten am sechsundzwanzigsten Dezember. Die Deutsche dekoriert Weinachtbaum und geben Prezenten. Auf dem Weinachttisch legen <potrawy>. Der Baum ist gr<uumlaut>n, weil es Fichte ist. Wenn essen sie Weinachtsessen singen sie <kolendy, nie wiem jak to jest >. Weinacht ist die wigstigen Feiertag f<uumlaut>r Katholiken in Deutschland .

Dosłownie:
W Niemczech obchodzi się święta Bożego Narodzenia 26 grudnia. Niemcy dekorują choinkę i dają prezenty. Na stole światecznym leżą <potrawy>. Choinka jest zielona, bo jest świerkiem < hehe >. Jak jedzą potrawy świąteczne to śpiewają kolendy. Boże narodzenie jest najważniejszym świętem dla katolików w Niemczech

[ Dodano: 2006-01-26, 23:57 ]

  Dekorujemy potrawy i stól
Jakie macie pomysly na dekoracje stolu?niekoniecznie swiateczne...

Dekoracje pobudzaja apetyt i wyobraznie gosci,czasem do wyczarowanai dekoracji wystarczy ostry noz lub obieraczka i odorobina fantazji:)

Pomysly:

Lampiony z cytrusow,najlepiej udaja sie z pomaranczy i grejprutow,nalezy sciac wierzch,wydrazyc miązsz ale zostawiajac warstwe bialej blony,wsciankach nalezy wyciac fantazyjne wzory np. trojkaciki,do srodka wstawic mala plaska swieczke,przykryc czapeczka,w ktorej nalezy wyciac otwor,bo inaczej owoc sie spali.

Pioropusze z warzyw-twarde warzywa kroimy w slupki lub na kawalki, ogorek zielony lub papryke pokroic w szerokie obraczki i pinowo wlozyc wnie slupki innych warzyw.

Rozyczki z rzodkiewki

kostki lodu z niespodzianką-w foremkach do lodu ulozyc swieze mroznoe owoce.listki ziol,platki kwiatow i zalac je woda mineralna lub woda wymieszana z sokiem,zamrozic,podawc do drinkow.

wzorki na salatkach np z groszku.

Inne propozycje?Wasze?

a tu pomysl na dekoracje np. z arbuza:)
tu

  Boże Narodzenie-jak u Was wygląda?
Do Wigilii pozostały 2 tygodnie, prezenty już prawie wszystkie w szafie czekają tylko na to, żeby je zapakować i żeby Gwiazdor mógł je pod choinką ułożyć, więc przyszła pora na to, żeby przeglądać gazety z przepisami i poszukać czegoś nowego na stół wigilijny. Zawsze u nas jest barszcz czerwony i zupa grzybowa (gotuje ją moja siostra palce lizać), z ryb jest karp smażony w panierce i śledź w śmietanie, oprócz tego kapusta z grochem, fasola, kluski z makiem no i pierogi z kapustą i grzybami. Zawsze też kładziemy sianko i na stół wigilijny lubię ustawić sporo gadżetów świątecznych, szczerze mówiąc bardziej lubie ubierać dom i dekorować stół niż szykować jedzenie, ale w końcu to takie przyjemne święta, że nie wypada narzekać. A jak u Was wyglądają przygotowania???

  Wigilia - najpiękniejszy dzień w całym roku?
Gdy byłam młodsza zawsze oczekiwałam Świąt Bożego Narodzenia i rzeczywiście wieczór wigilijny był dla mnie magiczny. Teraz jest inaczej. Mam tyle na głowie, ze święta zawsze mnie zaskakują niespodziewanie i nagle ze zdziwieniem przecieram oczy mówiąc sobie "oo, to już Wigilia?!" i mniej odczuwam tą magię.
Muszę jednak przyznać, ze nadal bardzo lubię ten dzień. Zawsze (poza jednym razem) Wigilia jest u mnie w domu i spędzamy ten wieczór w 6 osób: ja, siostra, rodzice, babcia i ciocia. Zaczynamy po 16 i chociaż jest dosyć rutynowo to ponieważ jest to tylko raz do roku, to nie przeszkadza mi ta rutyna. Na co dzień jestem z rodziną w bardzo dobrych stosunkach więc ten dzień nie odbiega jakoś bardzo od innych pod względem życzenia sobie wszystkiego dobrego. Trochę głupio zawsze wychodzi bo nigdy nie jem zupy grzybowej, którą robi moja ciocia...
Prezenty to chyba najfajniejszy moment Razem z siostrą zakładamy czapki mikołaja (choć nie zawsze) i wyjmujemy spod choinki prezenty rozdając je wszystkim. Naprawdę to lubię :D:D
Muszę przyznać, że u mnie jest naprawdę uroczyście. Wszyscy są ładnie ubrani, stół jest ładnie udekorowany a my siedzimy przy nim gadając sobie i jednym okiem oglądamy coś tam w telewizji. Na sam koniec zawsze z mamą idę odprowadzić babcię i ciocię do ich domów więc mamy mały spacerek A jak wrócimy to zazwyczaj oglądamy wspólnie jakiś film.
Lubię ten dzień ponieważ spędzam go z moimi bliskimi, z najważniejszymi osobami w moim życiu. W tygodniu na co dzień nie zawsze jest czas by razem posiedzieć, dlatego dobrze że jest ta Wigilia

Jeżeli chodzi o okres przedświąteczny to strasznie nie podoba mi się to, ze sklepy dekorują swoje wystawy świątecznie już ponad miesiąc przed świętami. jak dla mnie to przesada. Co do świątecznych piosenek w sklepach to nie mam nic przeciwko nim. Zawsze natomiast zadziwiają mnie ludzie, którzy stoją w kilometrowych kolejkach w dzień Wigilii To jest chore moim zdaniem - robić wielkie zakupy w Dzień Wigilii, jakby nie można było wcześniej.

  Tak zaczyna się dobry dzień ...

Świąteczne pisanki

Jajko to popularny symbol obecny w wielu wierzeniach i religiach. Jest też ważnym elementem kultury w różnych rejonach świata.

W Polsce każdego roku pomalowane i udekorowane jaja są ozdobą wielkanocnego stołu.

Zwyczaj ozdabiania jaj znano już w starożytności. Najstarsze pisanki z Asyrii liczą sobie 5000 lat. Nieco młodsze ozdoby tego rodzaju odkryto także w Egipcie, Persji i Rzymie. Chińczycy obdarowywali się kolorowo pomalowanymi jajami, z chwilą nadejścia wiosny.

Małe dzieła sztuki
W Egipcie jaja ozdabiano głównie skarabeuszami (to rodzaj chrząszczy, uznawanych za święte zwierzęta – ML) z dwiema postaciami ludzkimi. Kairskie pisanki pokryte były wizerunkami sławnych mężów. W Sudanie umieszczano na nich cytaty z Koranu. Na chińskich jajkach malowano głównie miniatury kwiatów wiśni, chryzantem czy ptaków. Dla Aborygenów wyrzeźbione strusie jaja były obiektem kultu. Zwyczaj malowania jaj przywędrował do Europy prawdopodobnie dzięki Persom.

Kolorowo ozdobione jaja spełniały początkowo rolę magiczną. Wedle ludowych wierzeń zwyczaj dekorowania skorupki miał spotęgować ich cudowne właściwości oraz zapewniał ciągłość świata. W motywach zdobniczych doszukiwano się wielu symboli – elementy solarne oznaczały odrodzenie i wieczność, figury geometryczne odwoływały się do nieskończoności.

Barwy jaj również mają znaczenie – zieleń symbolizuje odrodzenie przyrody, brąz nawiązuje do szczęścia rodzinnego i miłości. Na cześć duchów opiekuńczych skorupki ozdabiano czerwienią i bielą, zaś czerń i biel to ulubione kolory duchów ziemi.

Barwą charakterystyczną dla kultury chrześcijańskiej była czerwień. Jak głosi legenda, gdy Maria Magdalena przybiegła do domu tuż po zmartwychwstaniu Chrystusa, spostrzegła, że wszystkie jaja zabarwiły się na czerwono. Podzieliła się nimi z apostołami, którym przyniosła tę radosną nowinę. Na pamiątkę tamtego cudownego zdarzenia, kolor czerwony stał się w ludowej tradycji chrześcijańskiej symbolem zwycięstwa, radości i dobrych wiadomości.

  Przepisy kulinarne:D
To ode mnie przepisy świąteczne na ciastka. Nie na pierniczki ale też bardzo bardzo dobre i łatwe. Zawsze robię i uwielbiam to Ciastka musza byc.. i to w duzych ilosciach. mimo ze nie jem slodyczy to i tak bede w tym roku piekla. Sprawia mi to straszna frajde

Ciastka półkruche:
pół szklanki mąki pszennej
5 łyżek cukru
1 jajko
2 żółtka
15 dkg margaryny
1/2 łyżki gęstej śmietany
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
cukier waniliowy ( a tak po prawdzie to wanilinowy)

Mąke przesiać na stół, dodać proszek do pieczenia, posiekać z margaryną. Jajko i żółka utrzeć z cukrem, dodać mąkę z margaryną i wyrobić ciasto. wycinac ciastka ukladac na blaszcze wysmarowanej tluszczem. piec aż będą gotowe okolo 180 st. Udekorowac.

Ciasteczka cynamonowe:
25 dkg mąki
jajko
10 dkg masła
12 dkg cukru pudru
1 lyzka cynamonu
1 lyzeczka proszku do pieczenia
co tam się chce do dekoracji

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i posiekać z masłem, dodać cukier pured, jajko i cynamon i wyrobić ciasto. rozwalkowac na 1 cm grubosci i wycinac ciastka. piecok 8 minut w temp 160 st. Udekorować

Ciasteczka kruche:
300 g mieksiegomaska utrzec mikreser i dodac 150 g cukru pudru, 1 cukier waniliowy, szczypte soli i cztery zoltka. Ucieramy dodajac stopniowa mąkę pszenna (300 g). Wałkujemy wycinamy. Pieką się około 20 minut w 200 st. Dekorujemy.

Kokosanki:
17,5 dkg cukru pudru
30 dkg wiorkow kokosowych
3(4) bialka.

Ubijamy bialka i mieszamy z kokosem oraz cukrem pudrem. Pieczemy w 160 stopniach az do uzyskania zlocistego koloru.

Mam nadzieje ze wam sie uda. pozdrawiam i zycze smacznego

  Wielka Sobota
Wielka Sobota

Liturgia Wielkiej Nocy

Wszystkie obrzędy Wigilii Paschalnej odbywają się w nocy: nie powinno się ich rozpocząć, zanim nie zapadnie noc, a należy je zakończyć przed świtem niedzieli.

Przez cały dzień trwa w Kościołach adoracja Jezusa przy Bożym Grobie.

ŚWIĘCENIE POKARMÓW

Przez cały niemal dzień trwa również święcenie pokarmów w koszyczkach, które ze czcią i nabożeństwem niesiemy do poświecenia przez kapłana.



W godzinach rannych Wielkiej Soboty przygotowujemy pokarmy do poświecenia. Stanowią je przede wszystkim chleb przypominający "chleb żywy, który zstąpił z nieba" i w Komunii św. daje życie światu, a także jajka i kolorowe pisanki - symbol życia budzący radość w sercach, oraz wędliny i baranek wielkanocny - przenoszący myśl i serce wierzących w zamierzchłą pierwszą noc paschalną, noc Bożego zmiłowania nad narodem wybranym, głodnym Boga i wolności, noc rozpoczynającą wędrówkę do ziemi odpoczynku i przebywania w obecności Pana.

Na wielkanocny stół należy również podać pobłogosławiony chrzan, pieprz i sól, które są odpowiednikami biblijnych gorzkich ziół. W Starym Testamencie spożywano z nimi mięso wielkanocnego baranka. Wierni w dniu dzisiejszym przynoszą do poświęcenia wiele jeszcze innych pokarmów -owoców ziemi i pracy rąk ludzkich - jako zapowiedź uczty niebieskiej w Królestwie Zmartwychwstałego Odkupiciela.

Koszyczki z pokarmami dekorujemy wiecznie zielonymi borówkami lub bukszpanem, czy też wiosennymi kwiatami i baziami. Pamiętamy także o tym, by darami Bożymi dzielić się z potrzebującymi.

Udając się z pokarmami do kościoła, pamiętamy o adoracji Najświętszego Sakramentu przy Grobie Pańskim. Po powrocie zaś do domu umieszczamy "święconkę" na stole wielkanocnym. Możemy wówczas zwrócić się do Zmartwychwstałego Chrystusa w modlitwie błagalnej, posługując się poniższym tekstem.

Panie Jezu Chryste, ty w dzień przed swoją Męką i Śmiercią poleciłeś uczniom przygotować paschalną wieczerzę; w dzień Zmartwychwstania przyjąłeś zaproszenie dwóch uczniów i zasiadłeś z nimi do stołu, a późnym wieczorem przyszedłeś do jedenastu Apostołów, by spożyć z nimi posiłek. Prosimy Cię, daj nam z wiarą przeżywać Twoją obecność w naszej rodzinie podczas świątecznych posiłków w dzień Twojego zwycięstwa, abyśmy mogli się radować z udziału w Twoim życiu i zmartwychwstaniu. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków.

Amen.

  Targi MEBLE, HOME DECOR, BUDMA INTERIOR
Srebro mnie zaintrygowało i poszukałem informacji - najlepiej u wystawcy. Oto co pisze o srebrze:
"Zastawy / dop. srebrne /zawsze były i pozostają symbolem bogactwa i szacunku, kustoszem rodzinnych tradycji, ozdobą, godną najbardziej odświętnych przyjęć.

Obecnie wraca tradycja dekorowania świątecznych stołów srebrnymi zastawami. Sztućce, naczynia i przedmioty dekoracji wnętrz nie tylko ozdobią dom, ale będą oznaką Waszego dobrego gustu i stabilnej kondycji finansowej. Nabycie wyrobów ze srebra zawsze było również dobrą lokatą kapitału i doskonałym spadkiem dla następnego pokolenia.

Cudowne lecznicze właściwości srebra i srebrnej wody znane są od zamierzchłych czasów.

Starożytni Grecy i Rzymianie przechowywali płyny w srebrnych naczyniach, wiedząc, że w ten sposób ulepszają ich właściwości. W Starożytnym Egipcie srebrną płytkę przykładano na rany. Na Rusi popularna była herbata „z rublem”. Srebrny rubel wkładano na dno szklanki, oczyszczając wodę jonami srebra. Zwyczaj dawano niemowlętom w prezencie „na ząbek” małe srebrne łyżeczki – srebro miało chronić dziecko od chorób.

Będąc silnym antybiotykiem „srebrna woda” podwyższa odporność organizmu i zapewnia profilaktykę lub szybki powrót do zdrowia w przypadku wielu zachorowań.

Do dziś używanie srebrnych naczyń i sztućców uważa się nie tylko kwestią prestiżu, ale i higieny. Na wszystkich kosmicznych promach Shuttle woda jest uzdatniana przez obróbkę srebrem; w dużych samolotach wykorzystuje się srebrne filtry. Do oczyszczania wody w basenach coraz częściej wykorzystuje się srebro – nie podrażnia ono błon śluzowych i ma właściwości bakteriobójcze, z powodzeniem zwalcza chorobotwórcze bakterie i wirusy. W Japonii srebrem oczyszcza się powietrze. W Szwajcarii szeroko używane są srebrne filtry.

Zdaniem Laureata Narody Nobla doktora Roberta Saynera codzienne używanie srebra okazuje potężne działanie na system odpornościowy człowieka."

Ciekawe prawda?

  Natale
W Boże Narodzenie nie ma tradycyjnej choinki, ani dzielenia się opłatkiem. Włosi nie zasiadają też do wigilijnej Wieczerzy w naszym rozumieniu. Zamiast tradycyjnej choinki ustawiają w domach szopki, często olbrzymich rozmiarów. Tradycja ustawiania szopek w Italii jest tak dawna, że usankcjonował ją także Watykan. W każdą trzecią niedzielę Adwentu papież błogosławi przynoszone przez dzieci figurki Chrystusa, które ustawiane są potem w domowych szopkach. Zamiast ubierać zielone drzewko, Włosi dekorują wnętrza domów i mieszkań gałązkami jemioły. Najważniejszym dniem Bożego Narodzenia jest 25 grudnia, bowiem w tym dniu spożywa się uroczysty obiad w gronie najbliższej rodziny lub przyjaciół, a na stole zawsze znajdzie się danie z indyka. Kolację wigilijną Włosi chętnie spędzają w restauracji. Często w okresie Bożego Narodzenia Włosi korzystając z wolnego czasu wyjeżdżają poza miejsce zamieszkania, najchętniej w góry lub za granicę. Włosi najbardziej uroczyście obchodzą dzień Bożego Narodzenia, a świąteczny obiad, do którego zasiadają całymi rodzinami, trwa najczęściej do wieczora.

Niewielką wagę większość Włochów przywiązuje do kolacji w Wigilię. Wprawdzie jest ona bardziej uroczysta niż w zwykły dzień, je się ją przy choince - w co czwartym włoskim domu jest to prawdziwe drzewko - i szopce, zbudowanej przez niemal każdą rodzinę, ale na stole nie ma żadnych tradycyjnych dań. Jest to czas oczekiwania na pasterkę, na którą wybiera się wiele rodzin.

Wielu rzymian wigilijny wieczór spędza na Placu świętego Piotra, gdzie około godz. 19 uroczyście odsłaniana jest tradycyjna, ogromna szopka. W tym roku tysiące ludzi pamiętając o tym, że Jan Paweł II choć na chwilę pojawiał się wtedy w ognie, będzie czekać na to, że uczyni to także Benedykt XVI podczas pierwszych świąt swego pontyfikatu.

25 grudnia to dzień rodzinnych spotkań na wystawnym obiedzie. Dobór dań na świątecznym stole zależy od regionu Włoch. Wszędzie natomiast najważniejszy posiłek Bożego Narodzenia składa się z wielu potraw i to w jego trakcie otwierane są prezenty. We włoskich książkach kucharskich i świątecznych informatorach pod hasłem: "typowy obiad Bożego Narodzenia" można znaleźć dziesiątki dań. Na "tradycyjne świąteczne potrawy" zapraszają także restauracje w całym kraju oferując przeróżne smakołyki.

Podczas gdy na północy Włoch w świątecznym menu są faszerowane mięsem, szynką, warzywami i serem tortellini, czyli pierożki w rosole, na południu popularna jest lasagna z sosem pomidorowym z mięsem wieprzowym i kilkoma rodzajami serów. Podawane są też zupy, na przykład z porów z ziemniakami i jajkami przepiórki oraz truflami.

Danie główne stanowi wielka sztuka pieczonego mięsa. Może to być wieprzowina, jagnięcina czy też kura lub kogut z pieczonymi ziemniakami oraz warzywami. Najpopularniejszym deserem jest typowe i znane na całym świecie włoskie ciasto - panettone z bakaliami i posypane cukrem pudrem pandoro z dodatkiem czekolady, likieru.

Przed świętami we Włoszech sprzedaje się kilkadziesiąt milionów tych świątecznych ciast, przybierających rozmaite kształty od wysokich bab po gwiazdy i inne oryginalne figury. Opakowane są w kolorowych, nierzadko bogato zdobionych pudłach. To również typowy prezent, jaki dostają Włosi od swych pracodawców przed Bożym Narodzeniem.

Na stole pojawia się wiele innych deserów, między innymi tort ryżowy, a także bardzo popularne nugaty o wielu smakach z orzechami. Włosi mają swój odpowiednik piernika - pan speziale, ciasto z miodem i bakaliami.

26 grudnia, we włoskim kalendarzu nazwany San Stefano, to drugi świąteczny dzień, który wypełniają rodzinne spotkania.

Dla dzieci święta trwają aż do 6 stycznia czyli do święta Trzech Króli. Tego dnia znów otrzymują prezenty, a zgodnie z tradycją przynosi je Befana czyli czarownica na miotle.

  Wesołe obrazki i teksty - 2009
bash

<smo> o jestes?? Jak w gorach?!
<skr> Wporzo deseczka i te sprawy. Sluchaj, pilnujesz mi domu tak jak prosilem?
<smo> Na Google Earth wciaz stoi, takze luzik
<skr> ...

<filo>Wynajęliśmy mieszkanie dwóm studentom. Matka strasznie przeżywała, że będą dziewczyny sprowadzać i libacje urządzać.
<filo>Kiedy się wprowadzali - zauważyłem, że wnoszą komputery i zrozumiałem, że nie będą...

<lilka>kochanie... bedziesz tatusiem
<fyrt>oj haha wpadles jaro? xD
<jaro>tylko ze my sie jeszcze nie kochalismy...
<lilka>wiem. mowilam do fyrta
<jaro>...

<belzebub> jak sie delikatnie spytac dziewczyny czy jest dziewica?
<kaczniam> hmm...
<kaczniam> "gdybyś żyła w średniowieczu, to czy byś się obawiała, że wieś Cię wyda smokowi na pożarcie?"

<kurt> nie pękaj, mamy tam dobry dojazd
<kurt> jest bezpośredni tramwaj do bezpośredniego autobusu
<kurt> potem 10 min z buta przez działki i po sprawie

<DaRio> kurde na mapach googli nawet mozna zaznaczyc czy chce pieszo czy samochodem
<Mlody> no, też to widziałem
<Mlody> dobre te mapy
<DaRio> przy wyborze Szczecin - Czestochowa powinna byc dodana jeszcze opcja "na kolanach"

<tukan> jeszcze 2 godziny i 15 minut i moj kot do mnie zagada :]
<leaf> to jest fake, raz myslalem ze moj zwierzak do mnie gada, ale sie okazalo, ze to stary spod stolu mamrocze...

<filip>Cześć madziu,podobno kupiłaś sobie samochód, to prawda?
<magda> no tak
<filip>jaki?
<magda>srebrny
<filip>marka jaka
<magda>yariska
<filip>aaa czyli toyota
<magda>być może, od rodziców dostałam więc nie wiem
<filip>a wiesz chociaż jaka pojemność?
<magda>4 osoby
<filip>lol...

<m> wiesz ze zdolnosci programistyczne sa najwieksze gdy sie ma okolo 1,3 promila alkoholu we krwi?
<k> to viste chyba robili na trzezwo...

<info> zajęcia - pierwsza pomoc, omawiamy sztuczne oddychanie
<prowadzący> Przy uciskaniu musimy uważać, bo możemy połamać żebra
<Daniel> a co jeśli ten ktoś ma już połamane żebra?
<Adrian> to znaczy, że ktoś tu przed nami był.

xyz>Uroki klasy informatycznej...
qwe>Co jest?
xyz>Pytanie do calej klasy: "To jak dekorujemy klase na swieta?"
xyz>No to ja, ze jestesmy w klasie informatycznej i i tak cala szkola sie z nas smieje to moze na choince powiesimy plyty cd, zamiast lancucha beda kable, a wszystkie roslinki w klasie polaczymy kablami sieciowymi z choinka - serwerem swiatecznym...
qwe>LoL... dobre
xyz>Idz w cholere! Oni to wzieli na serio i zgodzili sie :/

  Wielkanoc w kuchniach świata
C.d. miał być jutro, ale będzie dziś.....

W sobotę rano zabieraliśmy się do przygotowywania koszyka do święcenia. Koszyk dość spory, bo ileż musiał pomieścić, pięknie przybrany
zielonym bukszpanem a w nim: pęto pięknie uwędzonej kiełbaski, kawałek pachnącej szyneczki, kawałek chleba, koniecznie bielusieńkiego z pszennej mąki, serek, o którym uprzednio mówiłam /tu dodam, że na potrzeby swięcenia robiło się drugi malutki, bo ten normalny zająłby pewnie pół koszyka/, laska chrzanu, sól, ocet w mini buteleczce, pisanki, kraszanki, jaja nie kraszone, baranki i kurczaki z cukru, na wierzchu miniaturka babki przybrana też na zielono, i to wszystko przykryte śliczną białą , wykrochmaloną serwetką, wydzierganą na szydełku. Taki kosz z jadłem targaliśmy następnie do kościoła, zeby poświęcić pokarm, a ponieważ miałam wtedy może 5-6 lat, a mój brat o 2 lata mniej, więc często dźwigaliśmy ten koszyk we dwoje, bo obowiązek i przyjemność święcenia spoczywał właśnie na nas.
Och, ileż było oglądania innych koszyków i ich zawartości, porównywania, kto ma piękniejsze pisanki, czyj koszyk ładniej się prezentuje.....
Mama w tym czasie robiła prace wykończeniowe, czyli dekorowała ciasta, w tym szczególnie mazurki /nie lubiłam jeść mazurków, wolałam coś innego/, polewała baby, no i przybierała mój ulubiony sernik, w kratkę na wierzchu - kratka była oczywiście z ciasta.
Zawsze jak pamiętam, na Wielkanoc była babka drożdżowa, sernik i mazurki na kruchym cieście.
Po południu mama gotowała biały barszcz, na wodzie pozostałej z gotowania szynki. Robiła go dzień wcześniej, bo już na drugi dzień rano musiał być gotowy do spożycia. Barszcz był zupełnie czysty, na bazie zakwasu, pachnący wędzonką, z dodatkiem czosnku, cudowny, smaczniutki /bez żadnego zabielania/.
My z bratem szykowaliśmy dekorację świątecznego stołu : talerz przykryty piękną serwetką, a na niej ułożone najpiękniejsze pisanki, pośrodku baranek powiewający chorągiewką, kurczaczki, zajączki , bazie i co tam jeszcze było, no i zielone gałązki bukszpanu.
Ach zapomniałam, że czasem robiliśmy tą dekorację inaczej. Małą miseczkę odwracało się dnem do góry, okładało watą zmoczoną i siało się na tym rzeżuchę. Trzeba było zrobić to odpowiednio wcześniej, by ta zdążyła wyrosnąć do świąt. Taki piękny zielony kopczyk ustawiało się wówczas pośrodku, na nim ustawiało się baranka, a pisanki dookoła.
Najważniejsze było śniadanie świąteczne, takie same w Wielką Niedzielę jak też w poniedziałek /też jeszcze święto/.
U nas nie było zwyczaju dzielenia się jajkiem. Podział następował bezpośrednio każdemu do talerza, a jadło się wyłącznie produkty poświęcone w sobotę.
I tak w talerzach lądowały pokrojone : kiełbaska, szyneczka, serek, chlebuś, no i jaja. Tego było już cały talerz. To zalewało się tym pyszniastym barszczykiem, jeszcze trochę chrzanu skrobanego wprost do talerza drobniutko nożykiem, no i zajadanie
Pamiętam do dziś ten smak! Ja i brat przez te dwa dni nie chcieliśmy jeść nic innego, na śniadanie, obiad i chyba kolację też tylko ten barszcz ze święconką.
Po obiedzie w niedzielę dzieci z sąsiedztwa wychodziły z domów, zbieraliśmy się zawsze w tym samym miejscu i urządzaliśmy takie jakby zawody. Wybierało się nieduże wzniesienie i turlało z górki pisanki, każdy swoją, wygrywał ten, czyja pisanka poturlała się najdalej no i co ważne, była cała, co graniczyło niemal z cudem. Pamiętam, że kilka razy wracaliśmy do domu aby wziąć nową pisankę, całą, z czego mam nie była zbyt zadowolona.
I pamiętam jeszcze, że w tym dniu zbierała się młodzież, śpiewali i tańczyli i urządzali różne zabawy , ale my się tylko przyglądaliśmy, byliśmy za mali aby brać w tym udział.
Drugi dzień świąt to był "Lany Poniedziałek". Wszyscy wszystkich oblewali, tak że strach było wyjść na pole, a najgorzej miały młode pannice. Jak taka wychyliła nos z domu to biada jej. Ale każda tak naprawdę chciała być oblana, to wróżyło powodzenie, im bardziej była mokra, tym lepiej.

No to tyle moich wspomnień, tyle zapamiętałam, a było to pół wieku temu.
Ależ się teraz roztkliwiłam, aż mi się łezka w oku kręci.
Zatem żeby nie zalać łzami klawiatury kończę te swoje wspominki, a tych którzy przeczytają do końca te moje "wypociny" ściskam serdecznie.

  Życzenia Wielkanocne
Scenariusz konkursu plastycznego pt. „Najpiękniejsza ozdoba wielkanocna”

Wielkanoc – najważniejsze i najstarsze święto, ponieważ obchodzone w początkach II wieku. Jest to nie tylko pamiątka, ale i uobecnienie Zmartwychwstania Chrystusa. W 325 r. Sobór Nicejski ustanowił termin obchodów Wielkanocy w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca.
Z tymi świętami związane są uroczyste obrzędy kościelne oraz liczne tradycje i zwyczaje domowe. Najważniejszym momentem obchodów Wielkanocy jest rezurekcja, czyli Msza święta z procesją z Przenajświętszym Sakramentem wyniesionym z grobu Pańskiego. W Polsce w nabożeństwie tym tradycyjnie biorą udział tłumy wiernych. Wielkanoc jest wielkim świętem spędzanym w gronie rodzinny i bliskich osób. Po nabożeństwie wszyscy śpieszą na śniadanie nazywane święconem. Cała rodzina dzieli się jajkiem święconym w Wielką Sobotę i składa sobie życzenia świąteczne: zdrowia, pomyślności i szczęścia. Jajko od najdawniejszych czasów uważane jest za symbol naturalnego życia. W wielu regionach Polski jajka są dekorowane: malowane gładko to kraszanki, natomiast pokryte różnymi wzorami to pisanki, wykonywane najczęściej techniką „pisania” wzoru roztopionym woskiem. Na stole honorowe miejsce zajmuje, zawsze od XVII wieku, baranek wielkanocny w pozycji stojącej lub leżącej, z czerwoną chorągiewką ze złotym krzyżykiem, symbol Chrystusa zmartwychwstałego.
W wielkanocny poniedziałek mężczyźni oblewali kobiety wodą, w dni następne przywilej ten posiadały niewiasty, które teoretycznie mogły korzystać z niego aż do Zielonych Świąt. W praktyce jednak śmigusowa „kampania” trwała tylko dwa dni. Do dyngusowej akcji ruszali młodzi chłopcy, dorośli mężczyźni, a niekiedy nawet starcy. Mężczyźni zaopatrywali się w tym celu nie tylko w zwykłą wodę, lecz także w wodę różaną i inne pachnidła. Amatorzy mocniejszych wrażeń oblewali panie zwykłą wodą, chlustając szklankami lub garnkami. Ta ostatnia metoda wymagała dużej ilości wody, toteż jedni dostarczali cebrami wodę, a reszta towarzystwa oblewała się z taką energią i skutecznością, iż po pewnym czasie wszyscy wyglądali, jakby wyszli z potopu.
Jednakże zawsze należy pamiętać, aby nie przesadzać z praktykowaniem tegoż zwyczaju, zgodnie z zasadą „nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe”.
Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych, pragniemy wszystkim złożyć najserdeczniejsze życzenia: dużo zdrowia, pomyślności, smacznego jajka, aby wielkanocne dzwony przypomniały wszystkim, że CHRYSTUS PRAWDZIWIE ZMARTWYCHWSTAŁ!
W związku z zbliżającymi się świętami w szkole podstawowej w klasach IV – VI został przeprowadzony konkurs pt. „Najpiękniejsza ozdoba wielkanocna”. Wzięło w nim udział 37 uczniów, którzy zostaną nagrodzeni dyplomami. Wymienione osoby prosimy o odebranie dyplomów. (Wręczenie dyplomów).
Ponadto Komisja konkursowa wybrała i nagrodziła trzy najlepsze jej zdaniem prace odzwierciedlające tematykę Świąt Wielkanocnych, ale jednocześnie włożoną własną pracę ucznia.(Wręczenie przez przewodniczącą komisji nagród).
Z powodu wielu wspaniałych prac komisja przyznała też wyróżnienia. (Wręczenie wyróżnień).

Jednym z celów tegoż konkursu było wykonanie ozdób wielkanocnych, które cała szkoła mogła podziwiać na zorganizowanej wystawie na górnym korytarzu. Aby praca uczniów została doceniona i odpowiednio wykorzystana, zostanie przeprowadzona sprzedaż w drodze licytacji. Cena wywoławcza każdej pracy wynosi 2 zł., ale liczymy na hojność kieszeni nauczycieli i uczniów. Pieniądze zebrane podczas licytacji będą przeznaczone na powiększenie księgozbioru naszej biblioteki.

Zasady licytacji:
Prace znajdują się przy stoliku nr 1. Osoby zainteresowane kupnem, zgłaszają osobie prowadzącej licytację przy stoliku nr 2 chęć zakupu wybranej pracy przez podniesienie ręki oraz podanie oferowanej kwoty pieniężnej. Praca zostanie przekazana danej osobie po wpłaceniu zaoferowanej sumy przy stoliku nr 3.

  Łużyckie Tradycje Wigilijne
Polski smażony karp, pierogi i niemiecki bratwurst spotkały się 20 grudnia na jednym stole podczas imprezy pod nazwą "Łużyckie tradycje wigilijne" zorganizowanej w Restauracji "Biesiada" w Koźminie przez Gminny Ośrodek Kultury w Zgorzelcu, przy współpracy "EUROPA-HAUS" z Goerlitz. Impreza mająca na celu skonfrontowanie polskich i niemieckich tradycji wigilijnych zgromadziła ponad setkę gości z obu stron Nysy Łużyckiej. Honorowy gospodarz imprezy Wójt Kazimierz Janik powitał wszystkich gości a szczególnie serdecznie księży z terenu Gminy Zgorzelec oraz gości niemieckich. Impreza rozpoczęła się od dwujęzycznego misterium bożonarodzeniowego "Dziś na Ziemię przychodzi Gość" w wykonaniu dziecięcej grupy artystycznej z Gronowa pod opieką Wojciecha Dobrołowicza. Uczestnicy imprezy mieli okazję posłuchać koncertu kolęd w wykonaniu Zespołu Folklorystycznego "Lasowianki" z Pieńska.
Żeńska części Zespołu Folklorystycznego "Łużyczanie" ze Szkoły Podstawowej w Żarskiej Wsi przedstawiła zgromadzonym kolędy i pastorałki. Zespół działa już od wielu lat pod opieką merytoryczną Barbary Kardynał.
Szczególnie interesujący dla polskiej publiczności był występ chóru z Goerlitz, który przedstawił niemieckie pieśni bożonarodzeniowe począwszy od tych z okresu średniowiecza po skomponowane współcześnie.. Występ niemieckich gości zakończyło wspólne zaśpiewanie kolędy "Cicha noc" po niemiecku i polsku. W trakcie trwania występów przedstawicielki strony polskiej i niemieckiej stroiły choinki.
Choinkę polską ozdabiały m.in. p.Genowefa Pasek - sołtys wsi Łomnica, pani Danuta Iwaniec - sołtys wsi Kostrzyna oraz p. Genowefa Daniłów - sołtys wsi Koźmin, sołtys Niedowa - pani Beata Buczek, choinkę niemiecką dekorowały panie ze Stowarzyszenia Europa-Haus z Goerlitz.
W trakcie trwania imprezy rozstrzygnięto konkurs na najładniejszy stroik bożonarodzeniowy. Do konkursu przystąpiły szkoły z Gminy Zgorzelec i Stowarzyszenie Europa-Haus - zwyciężył stroik ze Szkoły Podstawowej z Żarskiej Wsi autorstwa pani Magdaleny Ryczkowskiej - nauczycielki plastyki z tej szkoły. Wszystkie pozostałe stroiki biorące udział w konkursie zostały wyróżnione specjalnymi nagrodami.
Podczas wspólnego spotkania świątecznego można było podziwiać prace rękodzielnicze, m.in. gobeliny, hafty krzyżykowe, richelieu, malarstwo akwarelowe, rzeźby, płaskorzeźby oraz koronkarstwo autorstwa mieszkańców gminy.
Podczas kolędowania młodzież z Zespołu Łużyczanie własnoręcznie wykonała piękny łańcuch na choinkę a święty Mikołaj wszystkich obdarował prezentami - świąteczną bombką i noworocznym kalendarzem. A na zakończenie członkinie "Europa-Haus" obdarowały polskich gości własnoręcznie wykonanymi wigilijnymi stroikami.

Projekt jest dofinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Inicjatywy Wspólnotowej INTERREG IIIA Wolny Kraj Związkowy - Rzeczpospolita Polska w Euroregionie Nysa oraz budżet państwa.

Mirosław Kłys / Urząd Gminy Zgorzelec

  Najpierw była podłaźniczka
Magdalena JUJECZKA, Przybroda
Choinka jest jedną z najmłodszych tradycji świątecznych, które do Polski przyszły z Niemiec i to dopiero w połowie XIX wieku. Zwyczaju dekorowania domu drzewkiem w Wigilię wcale nie wzięliśmy od Niemców - nasza tradycja zielonego drzewka jest dużo starsza z tym, że nie drzewka stojącego, ale wiszącego.
W Polsce gałązki drzew szpilkowych - jodły, świerku, modrzewia czy sosny przybijano do ścian domostwa, strojąc nimi ramy obrazów, wrota stodół, stajni i obór. Od wieków bowiem gałąź zielona była symbolem życia, sił witalnych i pomyślnej wegetacji roślin. Wierzono, że gałązki zielone mają różne właściwości dobroczynne, przede wszystkim dają moc i zdrowie. W południowej Polsce występowała inna jeszcze ozdoba świąteczna z zielonych gałęzi nazywana podłaźnikiem, wiechą lub rajskim drzewkiem. Pod sufitem, nad stołem wigilijnym zawieszano gałąź sosnową, czubek świerku lub jodły na nich wieszano jabłka, orzechy, pozłociste nasiona lnu i - co jest bardzo charakterystyczne dla tej świątecznej ozdoby - wycinanki z białych i barwnych opłatków. Gałąź na podłaźnik ścinano w lesie, w wigilię, o świcie i śpiesznie wracano do domu, wierzono bowiem, że gospodarzowi, który pierwszy przyniesie go do domu, najwcześniej wzejdzie i dojrzeje zboże. Do domu wnoszono podłaźnik w ciszy i skupieniu, aby nie stracił swej niezwykłej, czarodziejskiej mocy. Podłaźniki były nie tylko ozdobą mieszkania w wieczór wigilijny. Miały również przynosić domowi i wszystkim mieszkańcom różne dobrodziejstwa: chronić przed chorobami i złym urokiem, sprowadzać urodzaj, zapewniać dobrobyt i zgodę w rodzinie, a dziewczętom na wydaniu powodzenie w miłości i szczęśliwe zamążpójście.
Wczasach wojen napoleońskich, a później także wojny francusko-pruskiej w 1870 roku zaczął rozpowszechniać się zwyczaj stawiania choinki. Wraz z licznymi migracjami w tym czasie zaczęto przenosić po Europie różne zwyczaje i tak choinka trafiła do Polski. Kiedy więc wraz z wojskami napoleońskimi przywędrowała z Francji i Niemiec moda na stojące bożonarodzeniowe drzewko początkowo ustawiano je tylko w pańskich i mieszczańskich domach strojąc podobnie jak podłaźniczkę. Z czasem asortyment łakoci umieszczanych na niej uległ wyraźnemu poszerzeniu, dodatkowo zawieszano również kolorowe dekoracje. Stojąca, kolorowa i błyszcząca choinka, strojna we własnoręcznie wykonane ozdoby z bibuły, wełny, piór, słomy i opłatków, a także świeczki i łakocie, na polskiej wsi zadomowiła się na dobre dopiero w okresie międzywojennym. Najważniejsze ozdoby choinkowe nie były przypadkowe. Główne z nich to orzechy i jabłka. Jabłko zabezpieczało od chorób i pomagało w sprawach miłosnych, a orzech miał kojarzyć małżeństwa i sprowadzać miłość. Całe zielone drzewko miało czarodziejską moc, niszczącą zło i chroniącą przed złymi urokami.
Rys. Dariusz Kieliszek

  ZAMIERZENIA - KWIECIEŃ
ZAMIERZENIA – KWIECIEŃ 2009

To już pewne - pachnie wiosną. Jasne poranki, dłuższe popołudnia, od razu chętniej wstajemy do przedszkola. A w ciągu dnia mamy więcej energii i chęci do działania.

W tym miesiącu:

Wielkanocny koszyk niespodzianek


W kalendarzu jest wiele dni wesołych i świątecznych, ale są i takie, które zmuszają nas do powagi, zadumy, a także radości, jaką niosą ze sobą. Jednym z takich świąt są Święta Wielkanocne.

„ Wstało dzisiaj słonko z twarzą uśmiechniętą
Wielkanoc, Wielkanoc, przyszło wielkie święto!”

• Czym jest Wielkanoc? Jakie panują zwyczaje w domach naszej motylkowej gromady? Jakie są symbole Świąt Wielkanocnych?
Na te i inne pytania każdy „Motylek” odpowie.

„Pisanki, kraszanki razem dziś robimy
Wszystkie kolorowe, bardzo się cieszymy”

• Pięknie zdobione jaja od wieków zdobią polskie stoły podczas Świąt Wielkanocnych, nie może ich zabraknąć w koszyku ze święconką. Wprawdzie przez lata sposoby barwienia i dekorowania jaj zmieniły się, ale tradycja pozostała.
Wycięty szablon jajka będziemy dekorować motywami świątecznymi.
Barwne pisanki będą zdobić „motylkową” chmurkę.


• Kultywując rodzime tradycje będziemy składać sobie życzenia wielkanocne.

• Do naszego „banku” słów wprowadzimy nowe wyrazy: palma, święconka, pisanki, jaka, zajączek, baba, mazurek...



• Czas wielkanocny to czas radości. Przekonamy się jak dobrze można bawić się zwykłymi... pisankami.
Oto niektóre z nich:
„Szukamy jajek w koszyku babuni”
„Czubek w czubek”
„Turlam jajko do...”

• „Zapach Wielkanocy” - zaprosimy rodziców do „motylkowego” stołu wielkanocnego, który wspólnie wykonamy.


„Motylek chce wiedzieć więcej...”

„Motylkowe” „ZIELONE PATROLE” wyruszą na kolejną akcję, tym razem będzie to... „Spotkanie z biedronką”



W naszym ogrodzie jest dużo biedronek, będziemy ich szukać w trawie i na pobliskich krzakach. Są ładne i nie boją się nas, można je wziąć do ręki, obserwować, a potem wypuścić. Własnymi słowami wyjaśnimy pojęcie „szkodnik”. Kto nim jest? Czy biedronki są pożyteczne? Ciekawe, prawda?

• Poznając treść wiersza „Kwietniowe humory” porozmawiamy
o kapryśnym wiosennym miesiącu – kwietniu.
• „Wiosenne metamorfozy” – w zaprzyjaźnionej bibliotece posłuchamy kolejnych ciekawostek przyrodniczych
• 21 kwietnia nasza planeta Ziemia obchodzi święto. Na ten dzień przygotujemy wiele atrakcji. Jakie? Poinformujemy wkrótce.

O wszystkich szczegółowych terminach informować będziemy na bieżąco na naszej stronie internetowej oraz „chmurce”.

  Jaja Wielkanocne
Tytuł i treść zaczerpnięte z pl.rec.kuchnia. Zaciekawił mnie ten wątek bo u mnie w domu w Wielkanoc to jajka były "po prostu" ugotowane na twardo (plus wiadomo pisanki) i tyle... A tam podawali takie fajne przepisy że chociasz znam "muchomorki" to napewno je wykorzystam na świąteczne śniadanie a może i co innego zrobie

Oto cytaty:
> Na Śniadanie Wielkanocne muszą być jajka. Wiosna, nowe życie, pitu, pitu,
> te
> takie tam symbole itepe, ale tak czy inaczej muszą być. Jak je podajecie?
> Jakieś faszerowane, może z kawiorem? Czy cóś?

Różnie - faszerowane różnymi farszami albo normalnie jajo na pół i w miejsce
żółtka farsz, albo jajo w skorupce na pół (ale nie wzdłuż, tylko w poprzek,
do środka farsz i jeszcze to obsmażyć od strony farszu), po prostu
ugotowane pod majonezem i sosem chrzanowym posypane natką, jaja kurze lub
przepiórcze na sałatce lub w galarecie, jaja w koszulkach na zapiekance
warzywnej lub w zupie. Jaja w kotletach, lub pasztetach.
No i obowiązkowo jajo na twardo w żurze z chrzanem. :-)
A do deseru adwokat. :-P

W tym roku na pewno będzie na początek żur z jajem i chrzanem, sałata z
jajami i awokado, galaretki warzywne z jajami przepiórczymi, jaja
faszerowane pastami smakowymi, może zupa warzywna z jajem w koszulce, małe
paszteciki warzywne (albo soczewicowo-cieciorzycowe, w sumie jeszcze się
waham) z jajem przepiórczym i szpinakiem w środku, a do tego muffiny
szpinakowe. Tyle z jajami. Chyba.

W sumie co roku staram się podać co innego - grzebię po necie, po książkach
kucharskich i gazetach.
Zawsze znajdę coś nowego, bo jest tego tyle, że można przebierać w różnych
propozycjach podania i przybrania jak w ulęgałkach.

Sowa



Witam!
Wiesz, podaję jajka w różnej postaci, ale żeby dać na stół w skorupkach...
Mogę Ci dorzucić dwie wersje:

1. Jajka na twardo obieram, ścinam czubek z tej strony, z której na oko widać,
że łatwiej będzie wyjąć żółtko. Żółtka mieszam z różnymi dodatkami, ale
największe wzięcie mają te najmniej skomplikowane. Masę wsadzam do środka, nożem
wygładzam i nakrywam kapeluszem ściętym z pomidora, tego pomidora posypuję
jeszcze posiekanym białkiem. Na duży talerz kładę sałatę, na sałatę trochę sosu,
przeważnie majonezowo-chrzanowy, posypuję to drobno posiekanym szczypiorkiem i
na tej "ściółce" układam muchomory. Dzieci są zachwycone, a i dorośli chcą się
truć muchomorami. Poza tym wyglądają ładnie na stole.

2. Sałatka jajeczno-pieczarkowa - jajka gotujesz na twardo, gdy ostygną kroisz w
ósemki, a potem jeszcze na pół, pieczarki (ja obieram) kroję na kawałki trochę
większe od jajek (skurczą się), wrzucam na gotującą się wodę i obgotowuję max.15
min. Gdy ostygną, mieszam z jajkami, dodaję pęczek pokrojonej dymki (zielone),
sos majonezowy (ze śmietaną), sól i pieprz.

Pozdrawiam, smacznego!
Marianka



Na połówki jajek nakładam sałatkę z ogórka, rzodkiewek, szczypiorku i
majonezu. Dekoruję szczypiorkiem.

Pozdrawiam
Bea



A Wy jak podajecie jajka?

  Tajemnice Wigilii


Tajemnice Wigilii

"Kiedy organizujecie tradycyjną wigilię?" – pyta kolegę jeden z bohaterów filmu "Rozmowy kontrolowane", komunista i oficer milicji. Na informację, że 24 grudnia, odpowiada: "Ach, to jeszcze przed świętami, bardzo słusznie".

Ten sam bohater na owej wigilii oznajmia przy braku opłatka: "to nic, najważniejsza jest tradycja – podzielimy się jajeczkiem". Scena ta bawi właśnie przez swój absurd. Mimo że obecne czasy nie sprzyjają specjalnie kultywowaniu tradycji, trudno wyobrazić sobie mieszkańca naszego kraju, który nie umiałby jednym tchem wymienić wszystkich elementów obrzędowości świąt Bożego Narodzenia. Niewielu jest też takich, którzy mieliby ochotę się ich wyrzec.

Właśnie tradycja czyni to święto w Polsce wyjątkowym. Bez względu na aspekty światopoglądowe, religijne czy komercyjne. Tego jedynego w swoim rodzaju wieczoru wszyscy pamiętają o opłatku, o sianie pod świątecznym obrusem, liczbie potraw albo talerzu dla wędrowca. Jednak każdy z tych gestów, które wykonujemy właściwie bez namysłu, przywędrował do stołu wigilijnego w przeszłości i każdy miał od początku ukryte znaczenie.

Straż nocna

Sama Wigilia stanowi polską specyfikę. Można się o tym boleśnie przekonać, przebywając w obcych krajach, zwłaszcza anglosaskich. Tam pojęcie „wigilii” nie istnieje. Świętuje się dzień Bożego Narodzenia i czci go rodzinnym obiadem, na którym spożywa się pieczony drób.

Nasza Wigilia jest zwykłym dniem pracy. Tymczasem świętowanie Narodzenia Pańskiego w przeddzień jest uzasadnione i sięga samych korzeni chrześcijaństwa. Samo słowo wywodzi się z łacińskiego „vigilia” i oznacza „straż nocną” lub „czuwanie”. Obyczaj czuwania i czynienia obrzędowych przygotowań w dzień poprzedzający święto wywodzi się z praktyk żydowskich. W przeddzień świętego dnia, soboty (szabatu), należało na zapas przygotować żywność, bo kiedy święto już nadeszło, nie wolno było niczego robić. W tradycji chrześcijańskiej, zwłaszcza ludowej, również wykonywanie jakichkolwiek prac w następujące po Wigilii dni świąteczne było surowo zakazane. Nie wolno było prząść, rąbać, szyć, gotować ani wykonywać prac gospodarskich innych niż nakarmienie zwierząt przygotowaną zawczasu paszą. Wigilia jednak nawiązuje nie tylko do starotestamentowych korzeni wiary chrześcijańskiej. Według tradycji, pierwszymi świadkami Narodzenia Pańskiego byli strzegący stad pasterze, którym objawił się anioł, przynosząc nowinę. Zdarzyło się to w środku nocy, poprzedzającej sam dzień narodzenia. Zatem zasiadanie do uroczystej wieczerzy w Wigilię ma głęboki sens.

Nie odkryto dotąd sposobu, by ustalić niezbicie datę przyjścia na świat Chrystusa. Dzień 25 grudnia wybrano na dzień święty na końcu wieku III lub początku IV, od razu jako datę symboliczną. We wczesnym Kościele, skoncentrowanym całkowicie na zbawieniu i odwróconym od spraw doczesnych, uznawano to za najzupełniej nieistotne.

Narodziny Słońca, narodziny Boga

Jest to dzień wyjątkowy – przypada na okres zimowego przesilenia i zbiega się z czczonymi w wielu ówczesnych kulturach świętami bóstw słonecznych. W samym Rzymie w tamtym okresie z chrześcijaństwem rywalizowała nowa religia wywodząca się z mitraizmu, posiadająca bóstwo solarne Sol Invictus (Słońce Niezwyciężone). Została ona ukonstytuowana jako religia państwowa przez cezara Aureliana właśnie pod koniec III wieku. Bóstwo solarne narodziło się także w okresie zimowego przesilenia. Chrześcijanie, przyjmując tę samą datę, chcieli przeciwstawić Słońcu Niezwyciężonemu – Słońce Sprawiedliwości, Światłość Świata. Narodzonego z kobiety Boga-człowieka.

W późniejszym okresie, kiedy chrześcijaństwo zaczęło docierać na północ Europy, wszędzie świętowano dzień zimowego przesilenia – moment, w którym dzień zaczynał się wydłużać i cykl roczny rozpoczynał się od nowa, zapowiadając początek końca okresu władania nocy, zimna i śmierci, powrót światła i słońca i nadejście nowego lata. Po przejściu na chrześcijaństwo dzień Bożego Narodzenia gładko zastępował dawne zimowe święto i stopniowo część pogańskiej tradycji splatała się ze świętowaniem narodzin Chrystusa. Umownie przyjęta data okazała się strzałem w dziesiątkę – dzięki temu obchodzone żarliwie święto „powrotu słońca” po prostu wypełniło się chrześcijańską treścią, dla której cała mistyka powrotu światła i życia oraz „nowego początku” okazała się doskonałą metaforą.

Trudno wyobrazić sobie całe misterium Bożego Narodzenia bez pasterzy. Jednak o ile w naszej tradycji wyobrażenie pasterzy zostało ukształtowane przez sielankowe obrazki rodem z renesansu, o tyle w Palestynie czasów narodzin Chrystusa pasterze byli ludźmi otoczonymi powszechną pogardą. W literaturze rabinackiej przypisywano im oszustwa i oceniano bardzo negatywnie. Według rabbiego Jose Ben Chanina „nie ma na świecie zawodu bardziej godnego pogardy niż zawód pasterza”. Dlatego objawienie nowiny o narodzeniu Boga-człowieka w pierwszym rzędzie właśnie tym odepchniętym i otoczonym pogardą ludziom podkreśla nędzę warunków, w jakich Chrystus przyszedł na świat. A także wyjątkowy wymiar chrześcijaństwa – była to pierwsza religia w historii, która zwróciła się przede wszystkim do biednych, odrzuconych i pogardzanych, by przynieść im nadzieję. Wizerunek pasterza uległ zmianie – to ci, którzy opiekują się i chronią, trzymając nocną straż i sprawując opiekę. Wyobrażenie Jezusa jako Dobrego Pasterza, a ludzi jako chronione przez niego stado, stały się metaforą miłości i opieki.

Trzej astronomowie

Kolejnym stałym elementem pojawiającym się w tradycji jest Gwiazda Betlejemska. Tajemnicze światło, które wiodło trzech mędrców ze Wschodu, zwanych też „królami”, do miejsca narodzin Chrystusa. W tradycji ludowej często jest przedstawiana jako kometa, ale według uczonych jest to bardzo mało prawdopodobne. Wprawdzie jest to zjawisko spektakularne, jednak w tradycji Wschodu bez wyjątku traktowane jako złowróżbne. Pojawienie się komety uważano za zapowiedź nieszczęść i klęsk i jest nieprawdopodobne, by astrologowie uznali je za omen nadejścia Mesjasza. Wymieniani przez św. Mateusza mędrcy ze Wschodu mogli to być wróżbici, magowie i astrologowie z Babilonii, obecni na dworach Persów i Medów. Czytanie z gwiazd i tłumaczenie anomalii przyrody było ich głównym zajęciem. Jest prawdopodobne, że nie chodziło o kometę, ale o rzadkie, następujące co 794 lata zjawisko koniunkcji dwóch planet – Jowisza i Saturna. Według obliczeń astronoma Jana Keplera, w roku 7 p.n.e., roku, który jest przyjmowany za prawdopodobny rok narodzenia Chrystusa, istotnie doszło do takiej koniunkcji, i to trzykrotnie. Obie planety trzykrotnie „połączyły się” w gwiazdozbiorze Ryb. Dla magów zawodowo trudniących się odczytywaniem proroctw z gwiazd takie połączenie mogło mieć następujący sens: „w kraju żydowskim narodzi się król, będący władcą czasów ostatecznych”. W interpretacji Wschodu Jowisz był „gwiazdą” królewską, Saturn żydowską, gwiazdozbiór Ryb zaś symbolizował czasy ostateczne. Być może pierwsza koniunkcja zwróciła ich uwagę, druga doprowadziła do Jerozolimy, a trzecia – do Betlejem.

Z kolei przyniesione przez nich dary – złoto, mirra i kadzidło – mają przede wszystkim znaczenie symboliczne. Złoto jest nie tylko kosztownym kruszcem, jest też uważane za metal królewski, słoneczny. Święty Ireneusz z Lyonu dostrzegał w tym darze znak królewskiej godności Dzieciątka. Kadzidło – produkujące wonny dym, ugruntowane we wszelkiej obrzędowości, symbolizujące wędrującą do nieba modlitwę, uosabiało jego boskość, mirra zaś – żywica uzyskiwana z balsamowca mirry (Commiphora abysynica), również o właściwościach kadzidlanych, była uważana też za lekarstwo i przypisywano jej właściwości oczyszczające. W obrzędowości chrześcijańskiej dary mędrców symbolizują znaki ludzkiego oddania Bogu – złoto to ludzka miłość, kadzidło tęsknota, mirra zaś oznacza nasze cierpienie.

Podarunki i kradzieże

Obyczaj wręczania sobie prezentów bożonarodzeniowych nawiązuje do darów przyniesionych Dzieciątku przez wschodnich mędrców, pojawił się jednak późno. Najpierw był domeną możnych, którzy kosztownymi podarunkami zjednywali sobie poddanych. W okresie świąt jednak także w domach chłopskich symbolicznie przedłużano „kontrakty” z parobkami i dziewczynami służebnymi i wówczas zaczęto zjednywać ich sobie słodyczami i podarunkami. Obyczaj wręczania prezentów zrazu dzieciom, a potem innym domownikom pojawił się najpierw w rodzinach mieszczańskich w połowie XIX wieku. Dopiero potem stopniowo ogarnął wszystkie warstwy, aż osiągnął obecne szalone rozmiary. Z początku były to zaledwie łakocie – opłatki smarowane miodem, orzechy, jabłka i pierniki. Przynosiły je przeróżne postacie – najczęściej św. Mikołaj, rzadziej św. Józef, w innych regionach anioł bądź postać symbolizowana przez jednego z kolędników – Gwiazdor. Na Warmii podarunki przynosił siwy koń, zwany Szemelem.

Zanim wręczanie sobie nawzajem podarunków weszło w zwyczaj, praktykowano starszy, najzupełniej odwrotny obyczaj, na szczęście zapomniany, polegający na wzajemnym okradaniu się. Były to drobne kradzieże, raczej dla żartu, miały jednak przynieść w następnym roku powodzenie w interesach. Tam gdzie się dało, łowiono także ryby, a w całym kraju na potęgę polowano i kłusowano. Wierzono bowiem, że to, co wydarzy się w Wigilię, będzie wydarzało się przez cały rok, starano się więc zapewnić sobie w ten dzień przychód w postaci upolowanej zdobyczy bądź przynajmniej worka owsa, podwędzonego sąsiadowi. W naszych czasach sprawę załatwiają prezenty, co wydaje się bardziej cywilizowanym sposobem zaklinania dostatku.

Zwyczaje budowania szopek oraz odgrywania jasełek to z kolei pomysł św. Franciszka z Asyżu. Pierwsza na świecie szopka – właściwie żywy obraz, została zorganizowana przed 1225 r. w Umbrii, w miejscowości Greccio. Była to inscenizacja przedstawiająca stajenkę i świętą rodzinę. Po śmierci Franciszka członkowie jego zakonu zachowali obyczaj organizowania szopek, uważając, że ma walory edukacyjne, które świetnie trafiają do prostego ludu. Do Polski szopki trafiły wraz z franciszkanami po 1237 r., kiedy to zakon przybył do Krakowa. Rozbudowane i pomysłowe szopki krakowskie to już nasz lokalny koloryt, który pojawił się z powodu konkurencji pomiędzy grupami szopkarskimi, zwykle czekającymi na rynku na wynajęcie. Starania o stworzenie najbardziej okazałej i wymyślnej szopki były dla nich sposobem na zwrócenie na siebie uwagi potencjalnych klientów. Dlatego szopki te kopiują najpiękniejsze budynki miasta, wieże i kościoły. Z tych samych powodów zaczęto konstruować szopki ruchome oraz zawierające miniaturową scenę, na której odgrywano kukiełkowe scenki z jasełek. W dwudziestoleciu międzywojennym tradycja zapraszania do domów szopkarzy upadła w zderzeniu z kinem i radiem, jednak szopki przetrwały dzięki Jerzemu Dobrzyckiemu, który w 1937 r. zorganizował pierwszy konkurs na najpiękniejszą szopkę krakowską. Obyczaj ten z niewielkimi przerwami jest podtrzymywany do dziś.

Jasełka z kolei, również pomysł edukacyjny franciszkanów – przedstawienia aktorskie i kukiełkowe na tematy biblijne – z początku towarzyszyły szopkom, ale dodatkowo stały się domeną kolędników. Ich nazwa pochodzi od słowa „jasło”, oznaczającego żłób. Korowody przebranych postaci wędrujących po domach, składających w zamian za poczęstunek życzenia, śpiewających kolędy i odgrywających jasełka, pojawiły się zapewne w średniowieczu, ale pierwsze zapisy pochodzą z XVI wieku. Zależnie od regionu grupy kolędników różnią się odgrywanymi postaciami, repertuarem i rekwizytami. Czasem wędrują z szopką, czasem z turoniem, konikiem, bocianem lub gwiazdą. Postaciom obrzędowym, takim jak diabeł, Herod czy Gwiazdor, towarzyszyły też charakterystyczne postaci znane z codziennego życia – Żyd, Cygan, żebrak, w czasach późniejszych pojawiał się żandarm z zaborczej armii, a w latach stanu wojennego bywało, że kolędnikom towarzyszyła postać przebrana za milicjanta.

Zaborcza choinka

Do XIX wieku w polskiej tradycji nie występowało też świąteczne drzewko. Z reguły zastępowała je zielona gałąź świerku lub sosny, wisząca pod powałą. W rogu izby czasem ustawiano udekorowany snop zboża. Czasem zawieszano też konstrukcję w kształcie koła ozdobionego jodłowymi gałązkami. Dekorację taką nazywano podłaźnikiem, sadem lub bożym drzewkiem i zdobiono drobnymi jabłkami, ozdobami z opłatków lub słomy, czasem wieszano pod nim lub w ogóle w izbie tzw. światy – przestrzenne, koronkowe ozdoby podobne do kul, wycinane z opłatków. „Światy”, wykonywane osobiście przez panią domu, były najbardziej istotnymi ozdobami świątecznymi. Nawiązywały do tradycji przedchrześcijańskich i symbolizowały czas powrotu do początku wszechrzeczy i łączność z kosmosem i siłami nadprzyrodzonymi.

Geneza samej choinki wywodzi się od drzewka zwanego „rajem”, dekorującego przedsionek kościoła w okresie adwentu. Zwyczaj umieszczania takiego samego drzewka w domu pojawił się w Niemczech już pod koniec XV wieku. Ozdobiona gwiazdkami i świeczkami wigilijna choinka pojawia się po raz pierwszy na sztychu L. Cranacha Starszego, pochodzącym z początku XVI wieku.

U nas pojawiła się na obszarze zaboru pruskiego, zrazu w rodzinach niemieckich i u mieszczan, a potem stopniowo wyparła inne dekoracje. Kiedy zaczęła się pojawiać w polskich domach, krzywiono się, że jest to obcy, zaborczy obyczaj.

Według etnologów, wykonywanie światów i innych ozdób z opłatka stanowi tradycję specyficznie polską, niewystępującą nigdzie na świecie.

Samo dzielenie się opłatkiem również należy do obyczajów polskich. Słowo „opłatek” pochodzi od łacińskiego „oblatum” (dar ofiarny) i oznacza pieczywo obrzędowe z mąki pszennej i wody, pieczone w specjalnych żelaznych szczypcach, mających formę zdobionych stempli. Opłatek zdobiono symbolami chrześcijańskimi, takimi jak krzyż, kielich, litery IHS, serce przebite trzema gwoździami. Dzielenie się opłatkiem nawiązuje zarówno do pogańskich obyczajów dzielenia się chlebem jako odnowienia braterstwa, jak i do praktyk wczesnochrześcijańskich, kiedy to zgromadzeni bywali w kościele obdarowywani nieofiarnym chlebem, który spożywano na ucztach braterskich zwanych agape. Obyczaj rozdawania chleba, zwany eulogią, upowszechnił się w Galii, Italii, Niemczech, Czechach i Polsce, gdzie z czasem podlegał różnym zmianom. U nas przetrwał pod postacią dzielenia się opłatkiem przed wieczerzą wigilijną. Opłatkom obrzędowym obyczaj nakazuje nadawać formę monety, nawiązującej do rzymskiego denara, gdzie profil cezara zastąpiono symbolami chrześcijańskimi, co symbolizuje przeciwstawienie podobnego do monety „chleba życia” judaszowemu srebrnikowi. Opłatki przeznaczone na wigilię mają formę prostokątną i ozdobione są tłoczeniem przedstawiającym scenki jasełkowe. W staropolszczyźnie opłatki takie wysyłano również w listach jak kartki świąteczne, okrągłymi opłatkami pieczonymi w domu pieczętowano też koperty.

Czas duchów

Czas Bożego Narodzenia był też czasem magicznym. Wierzono, że w tym okresie dusze mogą opuszczać zaświaty i pod rozmaitymi postaciami odwiedzać domy swoich bliskich, ale przede wszystkim są tam obecne jako niewidzialne duchy. Dostawiane na polskich stołach dodatkowe nakrycie i dodatkowe krzesło nie tylko symbolizują gotowość do nakarmienia zbłąkanego wędrowca, ale także są przeznaczone dla siedzącej ze wszystkimi przy stole duszy. Jeśli ktoś chciał zająć wolne miejsce, powinien był najpierw dmuchnąć delikatnie i przeprosić. Z obecnością w domu duchów wiązało się bardzo wiele zakazów. Chodziło o to, żeby nie obrazić lub nie zranić przodka. Zatem nie wolno było pluć, wylewać pomyj ani wrzątku, szyć ani prząść, nie wolno było także rąbać drew. Po skończonej wieczerzy zostawiano duszom potrawy na stole i ogień w piecu, żeby mogły się ogrzać i najeść.

W samą noc wigilijną, którą uważano za moment, gdy ziemia łączy się z niebem, by uczcić narodziny Chrystusa, działy się cuda wynikające z krótkotrwałego kontaktu ziemskiego padołu z rajem. Drzewa na mgnienie oka kwitną i natychmiast rodzą owoce, bydło w stajence o północy klęka na chwilę przy żłobach, zwierzęta uzyskują na moment zdolność mówienia. Jednak zobaczyć te cuda mógł tylko ktoś prawy i bezgrzeszny, a ten, kto ośmieliłby się podsłuchiwać rozmowy zwierząt, mógłby usłyszeć też zapowiedź rychłej śmierci. Wigilia była momentem, kiedy z pomocą rozmaitych guseł usiłowano wywróżyć bądź zapewnić sobie powodzenie, zdrowie i urodzaj na następny rok. Przygotowywano tzw. okraik – piętkę z bochenka chleba, którą wydrążano, wewnątrz umieszczano opłatek i całość ukrywano za świętym obrazem; straszono drzewa owocowe natychmiastowym ścięciem, jeśli nie będą w przyszłym roku rodzić jak należy; karmiono zwierzęta gospodarskie specjalnym opłatkiem; umieszczano pod obrusem monety, żeby sprowadzić dostatek, i tym podobnie.

Liczenie niepoliczalnych potraw

Najważniejszym jednak momentem świętowania była uczta. Specyficzny polski jadłospis wigilijny podlega niewielkim zmianom zależnie od regionu i indywidualnych tradycji, ale właściwie pozostaje taki sam od lat. Liczba potraw, teoretycznie bardzo istotna, także ulega przeróżnym zmianom. Zazwyczaj jest ich dwanaście, zarówno dla uczczenia liczby apostołów (czasem potraw jest jedenaście, w wyniku odliczenia Judasza i ze względu na to, że, jak wierzono, liczba nieparzysta jest szczęśliwa), jak i liczby miesięcy w roku. Jednak w niektórych regionach starano się zachować liczbę nieparzystą i dostosować skład wieczerzy do możliwości finansowych. Wymogu podawania jedenastu lub dwunastu dań przestrzegano na dworach wielkopańskich, dziewięciu na dworach szlacheckich (w odniesieniu do dziewięciu chórów anielskich), a siedmiu (jak siedem dni stworzenia) w chatach chłopskich. Liczba dań różniła się zależnie od regionu, przy czym zawsze i wszędzie toczono scholastyczne spory na temat tego, co należy uznać za osobne danie.

Wieczerza wigilijna po dziś dzień w Polsce jest posiłkiem postnym, mimo że zniesiono w tym względzie jakiekolwiek wymogi religijne. Oznacza to, że nie podaje się mięsa, tłuszczu ani nabiału. Wyjątkiem jest wigilia na dawnej Warmii, która była tłusta i mięsna, bogata w kiełbasy i wędliny.

Wszędzie natomiast na wigilijnym stole króluje ryba. Ryba nie tylko była dopuszczalnym według reguł postu źródłem białka, ale od początku była kojarzona z chrześcijaństwem. W początkach religii symbolem nowej wiary nie był krzyż, lecz prosty ideogram przedstawiający rybę. Anagram pierwszych liter greckiego Iesus Christos Theu Uios Soter, czyli Jezus Chrystus Syn Boży Zbawiciel, to Ichtius, czyli właśnie ryba.

Menu wigilijne w ogóle jest dość dokładną listą tego, czym dysponowali nasi staropolscy przodkowie pod koniec grudnia, w czasach kiedy nie importowano żywności, nie znano dojrzewalni, samolotów, konserwantów ani szklarni. Podawano więc to, co było dostępne – jeśli ryby, to słodkowodne szczupaki, leszcze i sandacze, hodowlane karpie albo solone śledzie. Do tego potrawy mączne oraz kombinacje dań z dodatkiem kapusty, grochu, suszonych grzybów, orzechów, miodu, bakalii i koniecznie maku. Ten ostatni, jako „niepoliczalny”, miał gwarantować dostatek.

Polskie menu wigilijne, mimo różnorodności przepisów, odmian regionalnych i indywidualnych tradycji, jest zadziwiająco jednorodne i bardzo charakterystyczne. Niemal zawsze obejmuje śledzie pod różnymi postaciami, barszcz z uszkami, żur lub zupę grzybową, pierogi i kluski, karpia lub szczupaka w galarecie i po żydowsku oraz rybę smażoną, z reguły także karpia. Dopiero w ostatnich czasach zdarzają się próby wzbogacenia tradycyjnego menu o inne, bardziej egzotyczne ryby – sole, tilapie czy pangi. W tradycji ludowej wieczerzę wigilijną spożywano w milczeniu, nikomu nie wolno było też odejść od stołu przed końcem posiłku pod groźbą omenu śmierci w ciągu nadchodzącego roku. Posiłek kończono spożywaniem ciast, zwykle z dodatkiem bakalii, miodu, maku, suszonych owoców i sera. W niektórych okolicach jednak wolno było je jeść dopiero po północy, jako że zawierały tłuszcz i jaja.

Herod – Jaruzelski

Kolejnym elementem obrzędowości wigilijnej jest kolęda i pastorałka – obrzędowe pieśni, wykonywane powszechnie bez względu na wyznanie, upodobania estetyczne i znajomość tradycji.

Samo słowo „kolęda” nawiązuje do niegdysiejszego obyczaju kolędowania na Nowy Rok i wywodzi się z łacińskiego „calendae lanuari” (pierwszy dzień stycznia). Najstarsze polskie kolędy pochodzą z XV i XVI wieku i w większości stanowią przekłady pieśni łacińskich i czeskich. Z początku treścią kolędy była prosta, zgodna z wykładnią teologiczną relacja wydarzeń towarzyszących narodzinom Dzieciątka. Z czasem, zwłaszcza pod wpływem późnośredniowiecznego augustyńskiego mistyka św. Bernarda z Clairvaux, który „teologii rozumu” przeciwstawiał „teologię serca” i podkreślał wartość osobistego przeżycia, treść kolęd stawała się wyraźnie bardziej osobista, przedstawiająca sprawy boskie z ludzkiego punktu widzenia. Duży wpływ na kształt późniejszych kolęd miała też odnowa życia chrześcijańskiego, zapoczątkowana przez św. Franciszka – ich treść stała się pełna uczucia, dominuje w nich czułość i współczucie dla świętej rodziny, smutek wynikający z zapowiedzi losu Zbawiciela, a także współczucie dla Boga, zstępującego na okrutny świat pod postacią bezbronnego noworodka.

Zasób polskich kolęd nie jest tak wielki, jak by się wydawało. Wszystkich pieśni jest prawdopodobnie kilkaset. W zbiorze ks. Michała Marcina Mioduszewskiego znajduje się około 340 tekstów. Prawdopodobnie istnieje jeszcze pewna liczba mało znanych tekstów barokowych, kiedy to twórczość kolędowa rozkwitała najbujniej. Obecnie śpiewanych jest około 50 kolęd kościelnych i około 30 świeckich.

Najbardziej znana polska kolęda „Bóg się rodzi” powstała u schyłku Rzeczypospolitej, tuż przed nocą zaborów. W rzeczywistości nosi tytuł „O narodzeniu Pańskim” i pojawiła się w zbiorze „Pieśni nabożnych”, zebranych przez Franciszka Karpińskiego w 1792 r. Współczesny kanon kolędowy pojawił się w XIX wieku, kiedy upowszechniło się korzystanie ze śpiewników. Zawierały one doskonale znane obecnie pieśni: „Gdy się Chrystus rodzi”, „Wśród nocnej ciszy”, „Pójdźmy wszyscy do stajenki” czy „Mizerna, cicha” Teofila Lenartowicza.

Powstawanie tradycji to proces ciągły. Do obyczajów dawnych, sięgających korzeniami czasów pogańskich, dołączają nowe, czasem importowane z innych kultur, a czasem wynikające ze współczesnych wydarzeń. W czasach stanu wojennego przykościelne szopki stały się okazją do artystycznej wypowiedzi na tematy patriotyczne i do protestu przeciwko komunistycznemu totalitaryzmowi.

W jasełkach i korowodach kolędników pojawiały się obok diabłów i wyobrażeń śmierci także milicjanci, bywało, że w roli króla Heroda występowała postać uderzająco podobna do gen. Jaruzelskiego.

Symbolika stajenki kojarzona była często z wyobrażeniami elementów represji ze strony państwowego reżimu, wśród postaci oddających hołd Dzieciątku pojawiały się wyobrażenia ludzi podziemnej „Solidarności” – robotników, górników i stoczniowców oraz znanych opozycjonistów. Tak jak przez wieki, stajenka była sposobem na komentarz rzeczywistości. Tak samo jak w okresie powstań, zaborów i okupacji rozdzierająca kolęda „Bóg się rodzi” otrzymywała nowe zwrotki o treści patriotycznej:

Pociesz Jezu, kraj płaczący
Zasiej w sercach prawdy ziarno
Siłę swoją daj walczącym
Pobłogosław „Solidarność”

W ten sposób proces tworzenia obrzędowości, którą nazywamy tradycją, trwa. Zmienia się i ewoluuje, ale dopóki zamiast kolęd i pastorałek nie zaczniemy przy wigilijnym stole śpiewać reklam, nic nie wskazuje na to, by miał zamrzeć, a tradycja zniknąć. Co roku prasa podsuwa kolejne pomysły na przygotowanie wigilijnej wieczerzy „inaczej” i cała ta akcja jest z góry skazana na niepowodzenie. Pojawiają się na niektórych stołach nowe potrawy, czasem pochodzące ze świątecznego repertuaru innych krajów europejskich i nie tylko, ale stanowią zaledwie ciekawostkę. Jednocześnie dobiera się i adaptuje je tak, by nie kłóciły się z niezmiennie pojawiającymi się na polskich stołach karpiem, śledziami, pierogami, kapustą, barszczem, grzybami i makiem.

Dlatego bez względu na wszystko jest nieprawdopodobne, by ktokolwiek w tę wyjątkową noc podzielił się jajeczkiem.

  Boże Narodzenie na świecie
Choć, co kraj to obyczaj, magia Bożego Narodzenia jest wszędzie. Ale trzeba przyznać, że zawsze dobrze jej robi chociaż odrobina śniegu...

Kołysanka i słodki węgiel
Ludzi na całym świecie łączy między innymi to, że świętować lubią wspólnie. Boże Narodzenie, oczywiście, tam gdzie jest obchodzone i Sylwestra, spędza się więc rodzinnie lub towarzysko.

W zależności od wyznania, Narodziny Pańskie obchodzone są w różnych terminach, wyznawcy prawosławia celebrują je dwa tygodnie po katolikach, Kościół ormiański świętować zaczyna dopiero 6 stycznia. Jednak bez względu na daty to zawsze czas radości, przebaczania, spokoju.

Diana Naustos, moja przyjaciółka z Meksyku, mówi, że w jej rodzinie do wigilijnego stołu siada zawsze przynajmniej dwadzieścia pięć osób. Najpierw jednak "usypiają" Dzieciątko Jezus przed kolacją. Gospodarze umieszczają figurkę Zbawiciela na serwecie lub obrusie i kołysząc nim śpiewają kołysanki. Posiłki na ten jedyny w roku wieczór przygotowywane są od dwóch tygodni, czasem nawet już wcześniej.

- Uwielbiam bacalao, suszoną rybę podaną w ostrym sosie i romeritos, krewetki w czerwonym sosie z ziołami – opowiada Diana. – Oprócz nich, na stole pojawiają się wędzony łosoś, indyk, owoce, kawior i przygotowane na wszelkie sposoby warzywa: głównie szparagi i karczochy. Ubieranie świątecznego drzewka to nowy zwyczaj, który do końca się jeszcze nie przyjął w Meksyku.

Nierozłącznym atrybutem świąt jest natomiast Gwiazda Betlejemska. W Polsce to dość popularna roślina doniczkowa z czerowoną rozetą, pochodzi jednak z Meksyku. Do Europy przywiózł ją amerykański dyplomata Joel Robert Poinsett, stąd też jej nazwa: poinsencja. Trochę inaczej jest też z szopką. Stawia się ją w domu już po 12 grudnia, czyli po święcie Matki Boskiej z Guadelupe. Nie ma w niej jednak figurki Jezusa. Domownicy wkładają ją dokładnie w dniu Jego narodzin. Tradycją są również posadas, czyli inscenizacje ukazujące Matkę Boską i Józefa szukających schronienia przed przyjściem Jezusa na świat.

Piątego stycznia w Meksyku podaje się tradycyjne ciasto z ukrytą w nim maleńką figurką Dzieciątka. Szczęście sprzyja temu, komu trafi się właśnie taki kawałek, szczęściarz ma też obowiązek upieczenia ciasta w przyszłym roku. Słodycze ukryć można także w glinianych dzbankach wieszanych pod sufitem. Należy je strącić kijem, z zawiązanymi oczami, trzeba tylko uważać, bo w niektórych naczyniach znajduje się piasek. Zwycięzca piniaty, bo tak nazywa się ta świąteczna konkurencja, zabiera najwięcej cukierków i ma oczywiście zapewnioną wszelką pomyślność przez kolejne 12 miesięcy.

Słodkie święta mają również Hiszpanie. Boże Narodzenie to zaledwie początek trwającej wiele dni zabawy, której kulminacją jest Święto Trzech Króli, 6 stycznia. Tego dnia je się ciasteczka drożdżowe roscon pokryte lukrem i galaretką, z niespodzianką w środku. Może to być moneta albo plastykowa figurka. Tego dnia rozdawane są również prezenty. Niegrzeczne dzieci i dorośli dostają... węgiel, tyle, że słodki i jadalny.

Gwiazdka na plaży

Boże Narodzenie to również czas zabawy dla Greków, którzy Wigilię wolą spędzać poza domem, na spotkaniach w restauracjach. Dopiero później spożywają domową kolację. Jej głównym daniem jest faszerowany indyk z nadzieniem z mięsa i ryżu. Grecy są mistrzami w świętowaniu, Boże Narodzenie trwa tu aż 12 dni, prawdopodobnie najdłużej na świecie – choć tysiąc lat temu jeden ze szwedzkich władców proklamował święta trwające miesiąc!

W Grecji prezenty rozdaje Święty Bazyli, a nie Mikołaj. Na greckiej Kefalonii przetrwał zwyczaj pieczenia ciasta, które dekoruje się symbolem krzyża, orzechami i migdałami. W niektórych, bardzo tradycyjnych rodzinach, kawałeczki ciasta dostają zwierzęta w podziękowaniu za ciepło jakie dały małemu Jezusowi w stajence. Mieszkańcy Argostoli, pod koniec roku witają nowe miesiące spryskując się nawzajem perfumami i śpiewając kolędy. Każdy z dwunastu świątecznych dni to także dzień oczyszczenia. Codziennie, przy pomocy krzyża i gałązki bazylii, niezwykle ważnej w Grecji rośliny, skrapiane są wszystkie zakamarki domu. Ma to chronić przed złośliwymi killanzaroi, czyli chochlikami, które szczególnie uaktywniają się w czasie Bożego Narodzenia.

Najlepiej pamiętam chiński Nowy Rok w Hongkongu. Tak właściwie to pamiętam jego smak, bo został ze mną aż do dzisiaj. Poczęstowano mnie wtedy makaronem. Specjalnie przygotowany na tę okazję, świątecznie kandyzowany i chrupiący, miał różne smaki i barwy. Spośród makaronowej tęczy wybrałam nitki o ostrym liliowym kolorze. Brrr... jakież to było rozczarowanie! Zupełnie tak, jakbym wlała w siebie perfumy zagęszczone mąką. Ten okropny smak pociągnął się na mną na gigantyczny pokaz fajerwerków, którymi wita się w Hong Kongu nadchodzący rok. To było jedno z moich pierwszych spotkań z Dalekim Wschodem. Po zakończeniu iluminacji, przez kilka godzin gapiłam się ze zdumieniem na tłum, przypominający pierwszomajowy pochód, który, nie zmniejszając się ani o głowę, sunął wielką rzeką przez główną ulicę. Nie mogłam się wtedy nadziwić, jak jedno miasto może pomieścić tak wielkie tłumy.

Europejczyk nie wyobraża sobie Bożego Narodzenia bez śniegu, są jednak miejsca na świecie, w których cudów nie ma. Śnieg nie pada na gorące plaże. Dlatego Australijczycy w Wigilię udają się właśnie na brzeg oceanu. Zamiast białego puchu mają złoty piasek, na którym rozkładają świąteczne, białe obrusy. Można na nich znaleźć wszelkie smakołyki: indyka, kaczkę lub kurczaka, makaron (oj, źle mi się to kojarzy!), owoce morza, sałatki i tort Pavlova, w środku nieco gumowy, na zewnątrz chrupiący, obłożony owocami i bitą śmietaną. Nie ma tu mowy o barszczu czy karpiu. Święty Mikołaj z prezentami czeka w tym czasie w domu. Podarunki ogląda się i rozpakowuje dopiero po świątecznym plażowaniu.

Również w Argentynie, na świątecznym stole pojawia się mięso, głównie prosiak, zaś po północy zaczynają się hulanki, swawole i jedzenie słodyczy. Katolicy w Indiach przygotowują się do Bożego Narodzenia... biegając po sklepach. Myli się ten, kto sądzi, że szukają smakołyków. Nieprawda, kupują w tym czasie nowe ubrania, które podniosą rangę święta. Podobnie jest w Egipcie.

W ubogim Bangladeszu natomiast, grudniowe dni celebruje się iluminując kościoły. Girlandy nie składają się jednak, jak gdzie indziej, z malutkich lampeczek. To połączone ze sobą pędy bambusa ozdobione liśćmi bananowca. Żeby się świeciły, najnormalniej w świcie zostają podpalone.

Etiopskie Boże Narodzenie znane jako Ganna obchodzi się 7 stycznia. Msze, które trwają nawet do trzech godzin, celebrowane są zarówno w starych, wykutych w skałach świątyniach, jak w tych współczesnych, choć o tradycyjnej architekturze. Przed wejściem do kościoła wierni dostają świecie, z którymi trzykrotnie okrążają budynek. Tradycyjną potrawą serwowaną w tym czasie jest doro wat, czyli kurczak na ostro. W jego sosie moczy się kawałki injera, czegoś w rodzaju placka robionego na zakwasie.

Świąteczne ekstrawagancje

W coraz bliższej Polakom Anglii również nie brak świątecznych niezwykłości. W czasie świąt mieszkańcy wysp ubierają papierowe korony. Ten stary zwyczaj nawiązuje do rzymskich Saturnaliów, podczas których noszono nakrycia głowy. Wielu Anglików jest też przesądnych. Uważają, że jeśli ktoś nie zdąży zdjąć choinkowych ozdób do 5 stycznia, powinien je zachować przez cały rok. Inaczej mogą przynieść pecha.

Dość niecodzienną formą radowania się z Bożego Narodzenia są kąpiele w lodowatej wodzie. W pierwszy dzień świąt, o dziewiątej rano członkowie Serpentine Swimming Club wspólnie wskakują w londyńskim Hyde Parku do wody, żeby przepłynąć odcinek niecałych 100 metrów. Tego samego dnia, tyle, że dwie godziny później, podobny spektakl odgrywa się na plaży w Brighton. I nie ma co, po takich wyczynach każdy ma apetyt jak wilk.

Zgłodniałych odsyłam jednak do Francji, konkretnie do Prowansji, gdzie podczas wigilijnej kolacji powinno się spróbować aż trzynastu deserów. Koneserzy natomiast mogą zainteresować się bliżej fińską zapiekanką z marchewki. Nieco bardziej tradycyjnie brzmią śledzie w sosie musztardowym, ale co już kwestia gustu. Natomiast Węgrzy smażą wigilijną rybę razem z frytkami, zaś Duńczycy podają na deser ryż z owocami w miseczkach. Kto znajdzie w nich migdał, ma zapewnione szczęście przez następny rok.

W niektórych rumuńskich wioskach przetrwał natomiast zwyczaj przedświątecznego pogrzebu świni. Specjalnie tuczona na Wigilię świnka traci życie pod ostrym nożem gospodarzy. "Egzekucja" poprzedzona jest zrobieniem znaku krzyża nad zwierzakiem. Potem już odbywa się uczta, nazywana właśnie "pogrzebem". Biorą w niej udział wszyscy sąsiedzi, wina i śliwowica. Że jest wesoło, mimo że na pogrzebie, nikogo przekonywać nie trzeba.

Siłę magii Bożego Narodzenia najlepiej widać w Japonii. Choć zaledwie jeden procent Japończyków wierzy w Jezusa, wielu z nich dekoruje domy w świątecznym stylu. Chętnie dają sobie także w tym czasie prezenty. Przynosi je buddyjski mnich Hotei-osho, który – jak wierzą dzieci – ma oczy także z tyłu głowy, więc widzi zawsze kto jest grzeczny a kto nie. Żeby była jasność, japońskie dzieci nie darzą go tak ciepłymi uczuciami, jak europejskie Mikołaja...

W święta Japończycy pragną coś dobrego zrobić dla innych, dlatego szczególną opieką otaczane są wtedy osoby chore, czy potrzebujące innej pomocy. Dzieci robią tysiące ptaków z papieru, które symbolizują pokój. Drzewka ozdabiają w tym czasie kolorowe latarenki, zabawki, laleczki. Podobnie, jak w wielu europejskich krajach, na kolację je się tu indyka.

Bliżej, bardziej znajomo

W kwestii świątecznych zwyczajów blisko nam jakoś do Bułgarii. Wigilijna kolacja składa się tu z dwunastu dań, z których każde reprezentuje jeden miesiąc. Nie jada się tego dnia mięsa. Podaje się za to tradycyjną banitza z jajek, sera i masła, suszone śliwki, orzechy, fasolę i ciasta. Bułgarzy, podobnie jak my, chętnie obdarowują się prezentami.

Natomiast w Czechach w ich roznoszeniu pomaga św. Mikołajowi samo Dzieciątko Jezus. To ono dzwoni maleńkim dzwoneczkiem, który pozwala dzieciom dowiedzieć się, że nadeszła długo oczekiwana niespodzianka. Czesi wierzą również, że w wigilijną noc można zobaczyć alby wyśnić swoją przyszłość. My wierzymy, że tego wieczora można podsłuchiwać zwierzęta, które mówią ludzkim głosem.

I choć, co kraj to obyczaj, magia Bożego Narodzenia jest wszędzie. Ale trzeba przyznać, że zawsze dobrze jej robi trochę śniegu.

Źródło: onet.pl

  Kuchnie świata - mała encyklopedia
Kuchnia rosyjska? Bez wódki nie razbieriosz!

Jak smakuje kuchnia rosyjska? Aby naprawdę poczuć jej smak, nie wystarczy wizyta w choćby najlepszej restauracji z blinami, kawiorem i dziesiątkami innych znakomitych potraw. To zawsze będzie tylko jej przedsmak

Kuchnia rosyjska, jak każda inna, to cały świat złożony z obyczajów, smaków, zapachów i tych wszystkich kontekstów, które trudno opisać. Ta sama sieliodka - śledź z cebulą oraz ziemniakami "w mundurkach" - podana w restauracji smakuje zupełnie inaczej niż "na kuchni" (tak się mówi w Moskwie i w Petersburgu), w której rosyjscy inteligenci toczą niekończące się dyskusje: "co robić" i "kto winien", a przy okazji, jak zbawić Rosję oraz resztę świata.

Trudno poczuć smak kuchni rosyjskiej, a nawet ją zrozumieć, jeśli wcześniej choć raz nie poszło się na bazar - kołchoznyj rynok. A tam koniecznie trzeba porozmawiać z Gruzinami sprzedającymi gruzińskie przyprawy i sosy do szaszłyków, mandarynki i winogrona z Abchazji, a także kaukaskie sery, które po sąsiedzku konkurują z twarogami i serami rosyjskimi. No i ze znakomitą gęstą śmietaną, jakiej w Polsce już chyba nigdzie się nie kupi. Na takich bazarach zwykle stoi kilka rzędów straganów z warzywami, jabłkami, gruszkami, borówkami i klukwą, czyli żurawiną.

No i ziemniakami - spod Riazania lub spod Tuły. Wreszcie są stragany z mięsem: starannie umytymi małymi prosiaczkami, różnymi gatunkami wołowiny, drobiem i rybami, wśród których królują jesiotry - surowe lub wędzone. Ale głównie "na chłodno", bo Rosjanie takie lubią najbardziej. Można też kupić zasznurowaną jak baleron, łowioną na łowiskach kamczackich garbuszę oraz ruszające się jeszcze raki. Na koniec warto odwiedzić stoiska, na których sprzedają specjalność rosyjskiej kuchni - kisłotę, czyli wszystko to, co kiszone. Kapustę, ogórki, pomidory (całe i nadziewane), jabłka, śliwki, czosnek i jego pędy, a także kwaszone warzywne rolmopsy zawijane w liście winogron. Te ostatnie - oprócz barów bistro, których nazwa wzięła się od rosyjskiego słowa bystro czyli "szybko" - to największa zdobycz cywilizacyjna wojsk rosyjskich, które po pokonaniu Napoleona stacjonowały w Paryżu. Carscy żołnierze byli podobno tak stęsknieni za rosyjskim kapuśniakiem - zupą szczi - że z braku kwaszonej kapusty, zaczęli używać liści winogron.

Tak naprawdę nie ma jednej kuchni rosyjskiej. Są co najmniej trzy. Ta najbardziej tradycyjna, staroruska. Dalej - kuchnia XIX-wieczna, którą można określić jako carską, imperialną. No i sowiecka. Teoretycznie najgorsza, ale i ona dorzuciła coś do wspólnej historii. Choćby wobłę, czyli suszoną rybę, którą pewnie można było zjeść i przed rewolucją, ale dopiero w czasach sowieckich stała się najpopularniejszym dodatkiem do kufla piwa - zgodnie ze zwyczajem, należy ją przed spożyciem solidnie obtłuc o kant stołu. Albo weźmy marynowaną marchewkę, dodawaną do różnego rodzaju potraw mięsnych, w tzw. garnirze. O ile wiem, pojawiła się w kuchni ZSRR w latach 60. i została zapożyczona z kuchni koreańskiej, choć dziś uchodzi za dodatek typowo rosyjski.

Kuchnia staroruska stworzyła fundament, na którym opiera się cała rosyjska tradycja. Prawosławny "ruski rok" dzielił się na okresy postu i rozpusty (kulinarnej), z wyraźną przewagą tego pierwszego, skoro dni postnych było w roku od 192 do 216. Zapewne dlatego w rosyjskiej kuchni dominują dania rybne i grzyby, a także kasze, jagody i warzywa. Ryby podawano gotowane i pieczone, bardzo często nadziewane kaszą oraz grzybami. Przysmakiem była ikra, którą podawano soloną, ale także gotowaną w occie i mleczku makowym. Dodatek do dań stanowiła natomiast rzepa, która w staroruskim menu spełniała rolę późniejszych ziemniaków.

Kasze były podstawowym składnikiem. W sumie znano ich kilkadziesiąt gatunków i początkowo podawano jedynie w świąteczne dni. Największą karierę zrobiła kasza jęczmienna, za którą przepadał Piotr I. Najpierw nazwano ją ulubioną-romanowską, od imienia panującej dynastii, a wiek później przemianowano na perłową. Była ceniona tak bardzo, że zaserwowano ją nawet na wielkim przyjęciu z okazji koronacji cara Mikołaja II w 1883 r.

Staroruskiej kuchni nie można też sobie wyobrazić bez zup, które do dziś są podstawą każdego rosyjskiego obiadu. Nie mają one niczego wspólnego z polskimi, których bazą jest z reguły bulion mięsno-warzywny. Klasyczne rosyjskie zupy to szczi z kiszonej kapusty, rosolniki z kwaszonych ogórków, rybne uchy, kartoflane pochliobki, no i ostre soljanki i barszcze. Największą popularnością cieszyły się oczywiście kapuśniaki - szczi - które przygotowywano na dziesiątki sposobów: z mięsem, z rybą, głowizną i grzybami. W sumie znano ich 60 rodzajów, co znalazło nawet swój wyraz w przysłowiu: szczi da kasza - piszcza nasza (szczi i kasza to nasza codzienna strawa). Ze starej kuchni ruskiej jeszcze co najmniej dwa dania zasługują na uwagę: bliny i pirogi. Te pierwsze podobno smażono jeszcze w czasach pogańskich, i były one daniem rytualnym. Podawano je kobietom w połogu i w okresie maslenicy, tj. w tygodniu poprzedzającym Wielki Post. Przez siedem dni we wszystkich rosyjskich domach smaży się bliny ze specjalnej pszennej mąki blinnej, ale także z dodatkiem mąki gryczanej, albo z drożdżami. Obowiązują przy tym święte zasady. Zgodnie ze starym rosyjskim przysłowiem, że pierwyj blin komom, trzeba go obowiązkowo wyrzucić. Zbiera wszystkie stare smaki z patelni i dlatego do niczego się nie nadaje. Drugiego blina może już spróbować gospodyni, ale dopiero trzeci jest dobry i można go podać mężowi. Bliny układa się w tzw. stopkę - przekłada skrawkami masła i kładzie jeden na drugi. Oczywiście podaje się je na gorąco, z kawiorem, śmietaną, rybą, mięsem i grzybami, ale także z konfiturami i miodem. Najlepsze są z ikrą lub wędzonym łososiem.

Rosyjskie pirogi z naszymi pierogami nie mają nic wspólnego. Nazwa pochodzi od starosłowiańskiego słowa "pir", czyli święto - bo pieczono je zawsze na święta. Do każdego świątecznego dnia był przypisany inny rodzaj piroga. Do dziś piecze się więc pirogi z mięsem, z rybami, śledziami, jajkami, twarogiem, grzybami, kaszą, rzepą, cebulą, kapustą i Bóg wie jeszcze z czym. Nadzienie mogło też być słodkie - z malinami, jagodami, kaliną, borówkami, klukwami (odmiana żurawiny), wiśniami, śliwkami, miodem.

Mniej więcej od początku XVIII w. kuchnia staroruska zaczęła przegrywać z europejską, która dotarła do Rosji najpierw za sprawą Piotra I, po jego wielkiej podróży po Europie, a następnie dzięki niezliczonym kucharzom francuskim. Do dobrego tonu należało, aby każdy arystokratyczny dom miał swojego kucharza (gurmana) - najpierw z Niemiec i Holandii, a potem z Francji. Dopiero wówczas udało się przełamać wielowiekową, cerkiewną tradycję, która wymagała, aby każdy dzień prawosławnego roku miał sobie przypisane menu. Dzięki gurmanom na rosyjskich stołach zaczęły pojawiać się kotlety i omlety, sałaty i sałatki, musy i kompoty. Zgodnie z nowymi zasadami, zaczęto również modyfikować stare, ruskie receptury. Tak narodziła się rosyjska kuchnia epoki Imperium, która swoje szczyty osiągnęła w XIX wieku. I to ona jest dziś najlepiej znana poza granicami Rosji.

To wówczas narodził się strogonow, przygotowywany z cienko krojonej wołowiny, duszonej z ogórkami kiszonymi i grzybami, z dodatkiem śmietany. Albo kotlety pożarskie. Pierwsza gotowała je w swojej traktierni Daria Pożarska w Torżku, w guberni petersburskiej. Zdarzyło się kiedyś, że zatrzymał się tam car Aleksander I. Na obiad poszedł do traktierni Pożarskiej i zamówił jej słynne kotlety. Tyle że zabrakło cielęciny, z której dotąd je przyrządzano i z konieczności zastąpiono ją mięsem kur. Carowi bardzo smakowały i od tej pory sława o nich rozeszła się po całej Rosji.

Weźmy też kotlety kijowskie, przyrządzane z piersi kurzych, z roztopionym w środku masłem. Krótko przed rewolucją 1917 r. słynęła z nich petersburska restauracja w Klubie Kupieckim przy Newskim Prospekcie. Nazywały się wówczas kotletami nowo-michajłowskimi. Po rewolucji październikowej na długo poszły w zapomnienie, ale w 1947 r. przypomniał sobie o nich kucharz przygotowujący przyjęcie na cześć delegacji ukraińskiej, która wracała z uroczystości podpisania traktatu pokojowego z Niemcami. To właśnie wówczas nazwano je kotletami kijowskimi i dziś serwuje je co druga restauracja rosyjska. Nie sposób też pominąć wywodzących się z tamtej epoki dwóch najpopularniejszych sałatek: vinegred, znanej na świecie jako sałatka rosyjska, a także olivie. Ta pierwsza przygotowywana jest z typowo rosyjskich produktów: kwaszonej kapusty, ziemniaków, kiszonych ogórków, a także buraków, marchewki i cebuli. Drugą, w połowie XIX wieku, wymyślił francuski kucharz Olivie, prowadzący restaurację Ermitaż w Moskwie. Użył do niej cielęciny i jarząbków, dodał gotowanych ziemniaków i selera, oliwek i wiśni bez pestek, trochę korniszonów, szyjki rakowe, trochę świeżych ogórków i borowików gotowanych oraz jajek na twardo, a wszystko to posiekane w kosteczkę i zalane sosem prowansalskim. Olivie podobno zabrał do grobu tajemnicę swojej znakomitej sałatki, ale metodą prób i błędów udało się ją odtworzyć. W wersji uproszczonej do maksimum sałatkę olivie podawano (i podaje się dotąd) na Nowy Rok. Tyle że sowiecka olivie ma niewiele wspólnego ze swoją wielką poprzedniczką. To mieszanina gotowanych ziemniaków, cebuli, marchewki, jajek gotowanych na twardo, kwaszonych ogórków i zielonego groszku, a także jabłek oraz - zamiast niedostępnej cielęciny i jarząbków - gotowanego mięsa kurczaka i szynki. No i majonezu. Popularna w sowieckiej kuchni sałatka stoliczna ma podobny skład i smakuje podobnie.

Kuchnia rosyjska miała (i ma) jedną znakomitą cechę: świetnie przyswajała kulinarne tradycje i receptury innych narodów, także tych wchodzących w skład Imperium. I tak, jedno z najbardziej znanych rosyjskich dań - pielmienie - trafiło na rosyjskie stoły z Syberii, a pochodzi z kuchni chińskiej. I właśnie pielmienie, małe pierożki, niewiele większe od kołdunów, najbardziej przypominają nasze pierogi. Ciasto jest podobne, za to nadzienie - poezja! Przygotowuje się je z mieszaniny kilku mięs: wołowiny, baraniny i wieprzowiny, z dodatkiem różnych ingrediencji, cebuli, czosnku. Ale bywają też pielmienie z mięsem niedźwiedzia, sarny, łosia, gęsi i ryb. Podaje się je polane roztopionym masłem, ale i ze śmietaną, majonezem, keczupem. To niejedyne danie zapożyczone przez rosyjską kuchnię. Popularne w Rosji szaszłyki, serwowane na dziesiątki sposobów, trafiły tu z Kaukazu, a płow (duszona potrawa z ryżu i mięsa) - z Azji Środkowej, w okresie, gdy wojska carskie podbiły Turkmenistan.

Na koniec o napitkach. Przez całe wieki na Rusi piło się albo niskoprocentowy kwas chlebowy (1,2% alkoholu), albo piwo, albo bragę, czyli nieoczyszczony bimber. Dopiero na przełomie XV i XVI wieku do Rosji przywieziono z Włoch pierwsze beczki spirytusu, który zaczęto mieszać z wodą, aby uzyskać wódkę. Rosjanie do dziś kłócą się z nami, Polakami, kto ma prawo do autorstwa. Jest to spór nie do rozstrzygnięcia, choć - trzeba to przyznać - w Rosji pije się dwa albo trzy razy więcej wódki niż w Polsce (wina i piwa zresztą również). W XIX wieku pijana już była cała Rosja, ale ciągle brakowało jednej obowiązującej receptury wódki. Aby naprawić ten błąd, decyzją cara powołano komisję naukowców, na czele której stanął sławny Dymitr Mendelejew. I to ta właśnie komisja ustaliła, że wódką może być nazwany tylko trunek produkowany ze zboża - żyta lub pszenicy, w którym zawartość alkoholu jest nie niższa niż 40%.

Wracam do wyjściowego pytania: jak smakuje rosyjska kuchnia? Aby jej popróbować, można oczywiście pójść do jednej z typowo rosyjskich restauracji. Poleciłbym jednak nieco inny kierunek ekskursji - warto wybrać się do typowo ruskiej bani. I spędzić tam pół dnia. Niektóre, jak Sandunowskie Banie w Moskwie, przypominają te dawne, Imperatorskie. Najpierw więc trzeba się wyparzyć i wychłostać brzozowymi witkami, potem wziąć lodowatą kąpiel, zawinąć w prześcieradło i pójść na małą przekąskę w części restauracyjnej. Wypić kieliszek wódki i powąchać pyszny, aromatyczny rosyjski czarny chleb - borodinski albo stoliczny. Potem dobrze jest ponownie się wyparzyć, wychłostać i zanurzyć w lodowatej wodzie. I w końcu - podczas odpoczynku zamówić coś gorącego, na przykład bliny z kawiorem albo klasyczny garszoczek - gliniany garnuszek z duszonym mięsem i jarzynami. I tak jeszcze kilka razy...

Soljanka

- 10-15 dag wieprzowiny (łopatka lub karkówka)
- 10-15 dag wołowiny z udźca
- 5 dag wędliny (np. kiełbasy wiejskiej)
- 2-3 łyżki oleju
- 2 cebule
- 1/2 kostki masła
- 10 dag koncentratu pomidorowego
- 5-6 ząbków czosnku
- 50 ml wytrawnego białego wina
- sól
- pieprz
- 2 duże kwaszone ogórki
- 1 ogórek konserwowy
- 1 cytryna
- 20 zielonych oliwek
- 4 łyżki śmietany



Mięso kroimy w wąskie paseczki, podsmażamy na oleju razem z posiekaną cebulą. Osobno podsmażamy wędlinę, również pokrojoną w cieniutkie paseczki. Następnie mięso i wędlinę wkładamy do garnka, zalewamy 8 szklankami zimnej wody i gotujemy 20 minut. Po tym czasie dodajemy wino oraz koncentrat pomidorowy podsmażony na połowie masła z posiekanym czosnkiem, doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy jeszcze około 15 min. Ogórki kroimy na cienkie paseczki, obsmażamy na pozostałym maśle, podlewamy kilkoma łyżkami wody i dusimy do miękkości. Mieszamy z zupą i gotujemy jeszcze 5 minut. Cytrynę obieramy ze skórki oraz z wewnętrznych błonek, drobno kroimy. Do każdego talerza wkładamy po kilka oliwek i kawałeczków cytryny oraz po łyżce śmietany, na to wlewamy zupę. Do soljanki można też dodać kapary.

Pielmienie

Ciasto: 30-40 dag mąki, 1 łyżeczka soli, 1-2 jajka, 1/2 szklanki ciepłej wody

Farsz: 20 dag wołowiny, 20 dag wieprzowiny, 2 cebule, sól, pieprz



Zagniatamy ciasto z mąki, soli, jajek i wody. Przykrywamy ściereczką i odkładamy na 30-40 minut. W tym czasie przygotowujemy farsz: mięso i cebule przepuszczamy dwukrotnie przez maszynkę, przyprawiamy solą oraz pieprzem i dodajemy tyle wody, by masa była rzadsza niż na kotlety mielone. Cieniutko wałkujemy ciasto, wycinamy krążki, na każdym układamy kulkę farszu i sklejamy brzegi ciasta. Pierożki wstawiamy do lodówki, aby stwardniały. Gotujemy 10 min w osolonej wodzie, aż wypłyną na wierzch. Podajemy ze stopionym masłem lub śmietaną.

Bliny

- 3 jajka,
- 100 g śmietanki,
- 250 g kefiru,
- 1/2 l mleka,
- ok. 1/2 kg mąki pszennej,
- szczypta soli i cukru, 1 łyżka oliwy



Wszystkie składniki miksujemy - ciasto powinno być gęste, ale jeszcze lejące. Smażymy na kropli oliwy. Bliny układamy "w stopkę": jednego na drugim, przekładając je skrawkami masła. Podajemy na gorąco, złożone na pół, z czerwonym kawiorem lub wędzonym łososiem.

Kisiel żurawinowy

- 20 dag żurawin
- 1 szklanka cukru
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
- 15 dag bitej śmietany kremówki



Owoce kilka razy myjemy, osączamy i przecieramy przez sito. To, co zostało na sicie zalewamy 3 szklankami gorącej wody, gotujemy chwilę i odcedzamy, wlewamy do rondla, dodajemy cukier. Potem jeszcze raz zagotowujemy, dolewając 1/4 szklanki zimnej wody wymieszanej z mąką ziemniaczaną. Mieszamy i chwilę gotujemy. Po przestygnięciu łączymy z surowym przecierem z żurawin. Gotowy kisiel przelewamy do miseczek. Każdą porcję dekorujemy bitą śmietaną.

Szczi

- 50 dag kapusty kiszonej,
- 4 łyżki masła,
- 1,5 l rosołu,
- 1 marchewka,
- 2 dag pietruszki,
- 10 dag cebuli,
- 3-4 łyżki przecieru pomidorowego,
- sól, pieprz,
- listek laurowy,
- śmietana
- zielenina (natka, szczypiorek, koperek) do dekoracji



Kapustę płuczemy i dobrze odciskamy. Wkładamy do garnka, dodajemy 3 łyżki masła, wlewamy tyle rosołu, aby kapusta się nie przypaliła. Przykrywamy i dusimy 3-5 minut na mocnym ogniu. Następnie zmniejszamy płomień i gotujemy 1,5 godziny, od czasu do czasu mieszając. W tym czasie kroimy marchewkę, pietruszkę i cebulę, podsmażamy je na pozostałym maśle. Dodajemy przecier, smażymy razem jeszcze przez chwilę. Dodajemy do kapusty na 10 minut przed końcem gotowania. Następnie wlewamy resztę wrzącego rosołu, gotujemy przez 20-30 minut. Dodajemy sól, pieprz i listek laurowy, gotując razem jeszcze 5-10 minut. Przelewamy na talerze, każdą porcję dekorujemy kleksem śmietany i posiekaną zieleniną.

Przekąska z bakłażanów

- 2-3 bakłażany,
- mąka do panierowania,
- oliwa do smażenia,
- 1 pęczek koperku,
- 1 pęczek natki pietruszki,
- 3-4 ząbki czosnku,
- 1 szklanka majonezu,
- 1 pomidor



Bakłażany kroimy w talarki, obtaczamy w mące i smażymy na oliwie. Odsączamy z tłuszczu. Przygotowujemy sos: drobno posiekany koperek, pietruszkę i czosnek mieszamy z majonezem. Usmażone bakłażany polewamy sosem i dekorujemy grubo pokrojonymi plastrami pomidora.

Mchali z buraków

- 60 dag niedużych buraków ćwikłowych,
- 5 dag wyłuskanych orzechów włoskich,
- 2-3 łyżki posiekanej natki,
- 4 ząbki czosnku,
- 2 łyżki octu winnego,
- 3 łyżki oleju słonecznikowego,
- sól, pieprz



Buraki gotujemy lub pieczemy. Po opłukaniu w zimnej wodzie obieramy i ścieramy na tarce o dużych oczkach. Orzechy siekamy i mieszamy z burakami, natką, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, octem i olejem. Przyprawiamy solą i pieprzem. Podajemy po schłodzeniu.

Kotlety pożarskie

- 1 kura (1 kg),
- 10 dag białego chleba bez skórki,
- trochę mleka,
- 1-2 łyżki stopionego masła,
- sól,
- tarta bułka,
- tłuszcz do smażenia



Mięso kury oddzielamy od kości, przepuszczamy przez maszynkę (ze skórą). Do masy dodajemy namoczony w mleku chleb i jeszcze raz mielemy. Dodajemy stopione masło, solimy i mieszamy. Formujemy kotleciki, panierujemy w tartej bułce i smażymy (około 5 minut, aż się przyrumienią). Usmażone kotleciki wstawiamy na 5 minut do nagrzanego piekarnika. Można je polać stopionym masłem i podawać z warzywami z wody.

Źródło: Kuchnia